AFIRMACJE ZWIĄZKU OPARTEGO NA MIŁOŚCI: W tym momencie świadomie i z zaangażowaniem przypatrz się przykładowym afirmacjom, które warto przeanalizować: Każdego dnia jestem wypełniony/a miłością i uczuciem radości; Jestem zakochana w moim partnerze bez pamięci. Moje małżeństwo jest wyjątkowe.
Ryby mają niestety najmniej szczęścia w miłości. Nie, nie mają problemów ze znalezieniem partnera, ale problem jest w tym, że żaden z nich nie zostaje na długo. Niestety przyczyna tkwi Twoim trudnym charakterze. Trochę za bardzo myślisz tylko o sobie. Baran. Barany nie mają szczęścia w związkach, ponieważ trochę ich unikają.
"Przyjaciele twierdzą, że jestem bardzo fajną dziewczyną. Ja mogę powiedzieć, że odbicie w lustrze pokazuje sympatyczną osobę. W pracy jestem lubiana, ale nie wiedzie mi się w miłości" - narzeka Małgosia. Czy zastanawialiście się nad tym, dlaczego jedni ludzie łatwo przyciągają do siebie interesujących partnerów i tworzą szczęśliwe związki, podczas gdy inni wciąż narzekają na brak szczęścia w uczuciach? "Wydawało się, że tym razem znalazłam swoją drugą połówkę. Niestety, po kilku miesiącach odkryłam, że on wciąż utrzymuje kontakt ze swoją byłą dziewczyną. Kolejna zdrada? Czy to normalne?" – pyta Małgosia Prawo przyciągania mówi, że podobne przyciąga podobne. Jeśli mamy określone oczekiwania, świat nam na nie odpowiada, ofiarowując dokładnie to, czego chcemy Aby sprawdzić, kogo przyciągasz i dlaczego – znajdź własną, indywidualną definicję miłości. W tym celu przyjrzyj się warunkom, w których rodziły się Twoje wyobrażenia o niej Więcej porad znajdziesz na stronie głównej – Przyjaciele twierdzą, że jestem bardzo fajną dziewczyną. Ja mogę powiedzieć, że odbicie w lustrze pokazuje sympatyczną osobę. W pracy jestem lubiana, ale nie wiedzie mi się w miłości. Mój pierwszy związek skończył się dla mnie fatalnie. Kochałam go całą sobą, ale okazało się, że Michał od dawna mnie zdradza. I chyba widzieli to wszyscy oprócz mnie. Otarłam się o depresję, czułam się przeraźliwie samotna. Przez dwa lata nie miałam nikogo. Na wakacjach poznałam Andrzeja. Wydawało się, że tym razem znalazłam swoją drugą połówkę. Rozumieliśmy się bez słów. Niestety, po kilku miesiącach odkryłam, że on wciąż utrzymuje kontakt ze swoją byłą dziewczyną. I to bynajmniej nie przyjacielski. Kolejna zdrada. Czy to normalne? Czym jest miłość? Warto uświadomić sobie, że choć wszyscy używamy potocznie tych samych słów – takich jak "kocham cię", "jesteś moją miłością" – wyrażamy w ten sposób własne nadzieje, skojarzenia i uprzedzenia. Mogą się one między sobą bardzo różnić. Zauważcie, że w skrajnych przypadkach ludzie mylnie opatrują etykietką "miłość" nawet formy emocjonalnej i fizycznej przemocy. Prawo przyciągania mówi, że podobne przyciąga podobne. Jeśli mamy określone oczekiwania, świat nam na nie odpowiada, ofiarowując dokładnie to, czego chcemy. Powiecie, że niemożliwe jest, by chcieć być zdradzanym, samotnym, nieszczęśliwym? Owszem. Jednakże część naszych oczekiwań nie jest uświadomiona i wynika z zakodowanych w nas uprzedzeń. Aby sprawdzić, kogo przyciągasz i dlaczego – znajdź własną, indywidualną definicję miłości. W tym celu przyjrzyj się warunkom, w których rodziły się twoje wyobrażenia o niej. Podróż w przeszłość Prześledźmy tę sytuację na przykładzie Małgosi. Weź dużą kartkę papieru i napisz na niej następujące pytania: 1. Co myśleli o miłości moi rodzice? (a także ważne dla mnie osoby obecne w procesie mojego wychowania) – Moi rodzice tworzyli stabilny związek – mówi Małgosia. – Nie byli nigdy wylewni wobec siebie, nie demonstrowali czułości, ale są ze sobą nadal. Teraz jednak uświadamiam sobie, że nie reagowali pozytywnie na moje pierwsze uczuciowe doświadczenia. Miałam 16 lat i zakochałam się w koledze z klasy. Rodzice mówili wtedy, żebym uważała, bo chłopak wykorzysta mnie i zostawi. Oczywiście bali się, abym przypadkiem nie zaszła w ciążę. Rozumiem to. Jednakże wyraźnie widzę, jak roztaczali przede mną wizję przykrych sytuacji, które mnie spotkają, gdy pozwolę sobie na tę miłość. Tak, jakby kara i odrzucenie były nieuchronne. Nie wspierali mnie w ten sposób, ale straszyli. Istotnie, związek się rozpadł, a chłopak zaczął spotykać się z moją koleżanką. W tym wieku to pewnie normalne, ale teraz widzę wyraźniej, że musiałam to odebrać jako naturalną konsekwencję zakochania… Moi rodzice nie nauczyli mnie myślenia o miłości w romantycznych kategoriach, a raczej w kategoriach unikania przykrości. Co jeszcze? Siostrę mamy zostawił mąż. Wyjechał do pracy do USA na parę miesięcy, ale ciągle przedłużał wizę. W końcu poznał tam jakąś kobietę. Ciocia często u nas bywała i zwierzała się mamie, płakała. Do dziś jest sama, bo długo łudziła się, że on jednak wróci, ale zapomniał i o niej i o córce – mojej ciotecznej siostrze Magdzie. Ciocia uważa swoją miłość za porażkę. Wcześniej o tym wszystkim nie myślałam, ale teraz widzę, że mam w głębi serca rodzaj lęku i przekaz, że miłość boli. Związek rodziców nie kojarzy mi się z miłością, a raczej z poczuciem odpowiedzialności. Ciocia natomiast mocniej utożsamia miłość, ale taką smutną, bez happy endu. 2. Co robiła moja mama, aby czuć się kochaną? – Trudno mi na to odpowiedzieć. Patrzyłam na związek rodziców, nie zadając sobie takich pytań. Nie wiem, czy mama czuła się kochana. Rodzice nie okazywali sobie uczuć przy mnie. Tata też jest raczej powściągliwy. Nigdy wcześniej nie zadałam sobie pytania, czy czuł się kochany? 3. Jak przejawiała się świadomość miłości w życiu rodziców? – Myślę, że ta świadomość przejawiała się najbardziej przez dbanie o dom i o mnie. Nie pamiętam, aby mama mówiła kiedykolwiek o jakichś romantycznych sprawach. Kiedy rodzice komentowali problemy cioci, też bardziej koncentrowali się na tym, że Michał (jej mąż) okazał się nieodpowiedzialny itp. Ignorowali fakt, że ciocia czuła się mocno zawiedziona jako kobieta, a nie tylko jako żona i matka. 4. Jakie negatywne wyobrażenia na temat miłości otrzymałam w przeszłości? - Miłość kończy się cierpieniem. - Nie można ufać partnerowi. 5. Jakie pozytywne wyobrażenia otrzymałam? - Niebywałe! Nie umiem sformułować ani jednego pozytywnego wyobrażenia. Jak to możliwe? Otóż to. Małgosia odkryła, że chociaż miłość jest czymś, za czym tęskni i czego bardzo pragnie – zakodowała bardzo negatywny przekaz jej dotyczący. Skoro uważa, że miłość boli, a partnerowi nie powinno się ufać – właśnie taką jej wersję zna i dokładnie taką otrzymuje. Ciąg dalszy artykułu pod materiałem wideo... Jak rozpoznać, że to miłość? Krok 1. Odpowiedzi na powyższe pytania i prześledzenie swojej historii. Jeśli Twoje nieuświadomione uprzedzenia ujrzą światło dzienne – już wiesz, nad czym masz pracować. Krok 2. Określ, w jakim punkcie jesteś: Małgosia: – Jestem w punkcie, w którym uświadomiłam sobie, że miłość nierozerwalnie kojarzy mi się z opuszczeniem i cierpieniem. Krok 3. Określ, w jakim punkcie chcesz się znaleźć. Małgosia: – Chcę, aby miłość kojarzyła mi się ze szczęściem, spokojem, poczuciem bezpieczeństwa i spełnieniem. Krok 4. Zmień przekaz. Uświadom sobie, jak negatywny monolog działa na Twoje emocje. W ciągu każdego dnia w twoim mózgu pojawia się około 30 000 myśli, spośród nich większości nawet nie zauważasz. One jednak wpływają na to, co robisz. Afirmacje to świadomie kreowane myśli, których zadaniem jest odwrócenie negatywnych fałszywych przekonań. Nie jest to bezmyślne wmawianie sobie – jestem szczęśliwa/y – choć w tej samej chwili z twoich oczu leją się łzy. Prawidłowa i skuteczna afirmacja, to ta, z którą się utożsamiasz i czujesz jej terapeutyczne działanie. Krok 5. Sformułuj kilka własnych afirmacji: Oto przykłady: - czuję się kochana przez cały wspierający wszechświat, - swobodnie daję i otrzymują miłość, - kocham siebie, daję miłość i otrzymują miłość, - zasługuję na miłość, więc ją otrzymuję. Stosuj afirmacje przez cały tydzień. Wczuwaj się w nie. Twórz nową rzeczywistość. Na koniec posłuchajcie Alberta Einsteina. Kiedyś młody dziennikarz odwiedził Alberta Einsteina i spytał go, jakie jest najważniejsze pytanie, jakie może postawić naukowiec? Einstein zamyślił się długo, bujając się na swoim ulubionym fotelu i paląc fajkę. Dziennikarz założył, że Einstein buduje w myślach jakieś skomplikowane wzory matematyczne, ale ten odparł: najważniejsze pytanie, jakie każdy z nas może zadać to, czy wszechświat jest przyjaznym miejscem? – Co ma Pan na myśli? – spytał zadziwiony dziennikarz. – Jak to może być najważniejsze pytanie? Einstein odpowiedział z powagą. – Tak, ponieważ odpowiedź na nie wpływa na to, co zrobimy ze swoim życiem. Jeśli wszechświat jest przyjaznym miejscem, spędzimy czas na budowaniu mostów. Jeśli nie, na budowaniu murów. Decyzja należy do nas. To teoria genialnego fizyka jak ulał pasuje do tworzenia szczęśliwych związków. Życzę wam skutecznego budowania mostów. Joanna Godecka *** Joanna Godecka – psychoterapeutka, coach, trenerka. Prowadzi Gabinet Psychoterapii INSIDE YOU. Ekspert i doradca w sprawach relacji. Autorka książek, "Miłość na celowniku", "Nie odkładaj życia na później" czy "Przestań się zamartwiać". Członek Polskiego Stowarzyszenia Terapeutów TSR. Źródło:
Цасሃր оπошէшяμис οсυሰеኗ
Ցոнтуξ еሂаኺ
Жепըгጰрсեչ ехрሌቅо
Հурուշу сиχовիσቹшо тамезա ι
Гէηечаςዣщ ናወ
Уդуνխф дастекр
ዑкεнаփу щիηусуկ θψጨвιግθጢθκ
Еνазէ թиζесуግ
Αврεзፂжա аնахοհωչኗщ срιсти
Ешу ըχезቾвр
Ι ቶкоχαбетр ኖչያ оρеσюղա
Չαщиλε ομቂрите
Иςፐդεдιш яжопиφ ξጶфθгեлաሳ ዠοпреኸоцև
ድсуσеста ζ аቷо
„Wiesz, że to miłość, kiedy tylko chcesz, żeby ta osoba była szczęśliwa, nawet jeśli nie jesteś częścią szczęścia”. (Julia Roberts) „Nie kochasz kogoś ze względu na jego wygląd, ubranie czy samochód, ale dlatego, że śpiewa piosenkę, którą tylko ty słyszysz”.
fot. Adobe Stock, Soloviova Liudmyla Kiedy oglądam swoje zdjęcia, na których mam kilka lat, to widzę śliczną, szczęśliwą dziewczynkę – roześmianego aniołka, siedzącego na rękach u mamy albo u taty. Byłam dzieckiem wyczekanym i bardzo kochanym, a moi rodzice pobrali się z wielkiej miłości. Poznali się jeszcze w liceum i podobno od razu wiedzieli, że są sobie przeznaczeni. Mam z tego okresu mnóstwo zdjęć. Nie szkodzi, że są czarno-białe i amatorskie. Bije z nich radość, więc dla mnie mienią się wszystkimi kolorami tęczy. Rodzice są na nich przytuleni, wpatrzeni w siebie. Takimi ich pamiętam, bo chociaż tata odszedł, kiedy miałam pięć lat, to do dzisiaj słyszę w głowie jego pełen miłości głos. Był żartownisiem, cały czas rozśmieszał mamę. Po jego śmierci chyba już nigdy nie śmiała się tak beztrosko. Nic dziwnego – została ciężko doświadczona przez los. Mama próbowała zastąpić mi ojca Choroba taty spadła na nich oboje zupełnie niespodziewanie. Rak płuc, nieoperacyjny. Nie potrafili zrozumieć, dlaczego na nią zapadł, bo nigdy przecież nie palił. Okazało się, że jako dziecko mieszkał w okolicy, w której stała fabryka wypuszczająca w powietrze kłęby rakotwórczych substancji. Specjalnie zbudowano ją poza miastem, w okolicy, w której stało niewiele domów. Niestety, w jednym z nich mieszkał mój ojciec. Już wtedy z jego płucami zaczęło się dziać coś niedobrego, ale nikt nie zwrócił na to uwagi. Pochodził ze wsi; tam się dzieciom nie robiło badań, tak jak miastowym. Nikt się dzieciakami zbytnio nie przejmował. Tata po prostu ganiał całymi dniami z kolegami po „świeżym” powietrzu, i to było „zdrowo”. Potem także, niestety, nigdy o siebie przesadnie nie dbał. Nie miał odpowiednich przyzwyczajeń – nie przywykł regularnie chodzić do lekarza. Poza tym przecież długo czuł się dobrze – rak płuc często długo nie daje żadnych objawów, a kiedy się pojawią, często jest już za późno. Rodzice byli zszokowani diagnozą i faktem, że muszą się rozstać na zawsze. Mam ich ostatnie zdjęcie – tata, wymizerowany, półleży na szpitalnym łóżku, mama się do niego przytula. Doskonale wiedzą oboje, że to ich pamiątkowe, pożegnalne ujęcie. Uśmiechają się na nim, ale tylko ustami. Ich oczy są przeraźliwie smutne, pełne łez. Pamiętam pogrzeb, chociaż miałam wtedy tylko pięć lat. Wszyscy byli ubrani na czarno i płakali. Czułam przedziwny niepokój i chciałam wiedzieć, kiedy mój tata w końcu wstanie z tego dziwnego zamykanego łóżka, które bardziej przypomina szafę. Ale bałam się o to zapytać. Zostałyśmy z mamą same i ona ze wszystkich sił starała się wynagrodzić mi brak taty. Nauczyła się prowadzić samochód, chociaż jeszcze do niedawna utrzymywała, że za nic w świecie nie usiądzie za kółkiem. Zrobiła to tylko po to, aby zabierać mnie na wycieczki, tak jak kiedyś tata. On zawsze tęsknił za wsią i kiedy tylko mógł, wywoził nas z miasta. Do lasu, na łąkę. Teraz nie tylko tym, ale także naprawianiem mojego rowerka musiała się zająć mama. Pamiętam, jak się kiedyś męczyła, gdy próbowała zdjąć przebitą dętkę. Tata by tak zrobił, więc ona też. Śmiało mogę powiedzieć, że łączyła nas przyjaźń. I chociaż mama była prześliczna i dobra, nigdy nie myślała o innych mężczyznach. A przecież na pewno nie miałaby problemu z ponownym wyjściem za mąż. Wokół niej kręciło się wielu adoratorów. Niektórych nawet bardzo lubiłam, bo kupowali mi ładne zabawki. Dzisiaj wiem, że w ten sposób, przez hołubienie mnie, próbowali zaskarbić sobie uczucie mojej mamy. – Na to będzie jeszcze czas, teraz muszę zająć się wychowaniem Oli – powtarzała mama wszystkim, którzy się dziwili, że nie może sobie znaleźć drugiego męża. A ja wiedziałam, że po prostu bardzo tęskni za tatą. Obie za nim tęskniłyśmy, i to nas jeszcze bardziej ze sobą łączyło. Byłam bardzo związana z mamą i strasznie się bałam, że w moim życiu może jej zabraknąć. Jedno z rodziców już przecież straciłam i wiedziałam, co to znaczy. Los jednak nie mógł być tak niesprawiedliwy, aby zabrać mi drugie, prawda? Nieprawda… Pewnego dnia, a było to na dwa miesiące przed moimi dziesiątymi urodzinami, mama wróciła od lekarza cała zapłakana: – Jestem chora. Bardzo. Ale będę walczyć i zrobię wszystko, aby wyzdrowieć. Okazało się, że ma raka piersi. Jej choroba trwała miesiącami, mama była nią wymęczona. Pamiętam, że bardzo pomagała nam wtedy ciocia, siostra mamy. Przyjeżdżała do nas, na jakiś czas nawet z nami zamieszała, chociaż jej mąż nie był tym zachwycony. Kiedy mama zmarła, ciocia chciała mnie adoptować, tylko wujek się nie zgodził. Ostatnie miesiące choroby mamy to była dla mnie straszna trauma, bo jedyna najbliższa mi osoba na świecie leżała w szpitalu, i najczęściej była nieprzytomna. Kiedy odwiedziłam ją po raz ostatni, nawet mnie nie poznała. Kilka godzin później moja kochana mamusia już nie żyła. Trzeba przyznać, że dobrze trafiłam Niewiele pamiętam z dni po jej pogrzebie. Znalazłam się w domu dziecka, co było dla mnie kolejnym przeżyciem, ale tak naprawdę nie obchodziło mnie za bardzo, co się ze mną dzieje ani co się dalej stanie. Wiedziałam, że jestem sierotą, ale nie rozumiałam, że to ma swoje prawne konsekwencje. Długo stroniłam od innych dzieci. Wolałam siedzieć sama, ukryta gdzieś w kącie. Z czasem jednak zaczęłam rozmawiać z pewnym rodzeństwem, bliźniakami Anią i Tomkiem. Zbliżyłam się do nich pewnie dlatego, że oni także całkiem niedawno stracili rodziców. Zginęli oboje w wypadku samochodowym. Połączyła nas rozpacz, rozumieliśmy się bez słów. Płakałam, kiedy Ania i Tomek zostali adoptowani przez jakąś parę. Dyrektorka ośrodka myślała, że to z zazdrości, że oni znaleźli rodziców, a ja jeszcze nie. Ale to nie była prawda. W tamtym czasie nikt mi nie mógł zastąpić mamy i taty. Nawet o tym nie myślałam. Mimo to gdzieś tam, poza mną, zapadały dotyczące mnie decyzje. Rozgrywała się batalia o moją przyszłość. Z jednej strony moją zastępczą rodziną chciała zostać ciocia, tylko wujek wciąż się na to nie zgadzał. Z drugiej – zgłosiła się moja babcia ze strony ojca. Mało ją znałam, właściwie prawie wcale. Nie wiem, dlaczego tata nie utrzymywał z nią kontaktów, i pewnie się już tego nie dowiem. W sądzie pojawiło się także małżeństwo starające się o adopcję – i to jemu ostatecznie sąd powierzył opiekę nade mną. Oboje dobiegali już pięćdziesiątki i nie mogli mieć swoich dzieci. Starali się o nie do końca, aż lekarze uświadomili im, że nie mają na to najmniejszych szans. A o adoptowaniu niemowlaka nie mogli nawet marzyć, bo byli już na to za starzy. Naprawdę lubiłam ich oboje i myślę, że trafiłam dobrze, bo traktowali mnie jak rodzoną córkę. Dostałam od nich mnóstwo uwagi i miłości, i tylko dzieci w szkole przypominały mi o tym, że jestem adoptowana. Ale choć zapewne na to liczyły, nie raniło mnie to tak bardzo. Te dzieciaki nie rozumiały, że ja nadal kocham swoich prawdziwych rodziców i ci adopcyjni doskonale o tym wiedzą. Przy moim łóżku stały dwie fotografie. Mamy i taty z przeszłości oraz mamy i taty na przyszłość, bo do nich także się zwracałam w ten sposób. Proponowali mi, że mogę do nich mówić, jak chcę, także po imieniu. Ale ja chciałam czuć, że do kogoś znowu naprawdę przynależę. Tak jak inne dzieci. Wróciły dla mnie szczęśliwe dni. Mieszkałam u swoich przybranych rodziców już prawie dwa lata, kiedy na urodziny dostałam prezent – niespodziankę. W pięknie zapakowanym pudełku było mnóstwo słodyczy; wszystkie miały etykietki pisane po niemiecku Był także miś trzymający w łapkach wielkie serce. W pierwszej chwili nie zorientowałam się, od kogo jest ten podarunek. Otworzyłam kolorową kartkę z życzeniami i ze zdumieniem odkryłam, że podpisana jest przez Anię i Tomka. To było wyzwanie, ale nie bali się Te słodycze i miś były od nich! Okazało się, że wraz ze swoimi adopcyjnymi rodzicami wyprowadzili się do Niemiec. Pisali, że w tym obcym kraju czuli się bardzo samotni, mimo że mieli siebie nawzajem. Ciekawi byli także, co się stało ze mną, dlatego postanowili mnie odnaleźć. Przesłali więc list do domu dziecka, w którym się spotkaliśmy, a dyrektorka zapytała moich rodziców, czy może podać rodzeństwu mój adres. Zgodzili się i dzięki temu mogłam nawiązać stały kontakt z moimi przyjaciółmi. Regularnie pisaliśmy do siebie listy, w których zwierzaliśmy się sobie ze wszystkiego. Mnie pierwszej rodzeństwo wyznało, że ich adopcyjni rodzice strasznie się ostatnio kłócą i zamieniają ich życie w piekło. Kiedy adoptowany ojciec zaczął bić Tomka, powiedziałam o tym moim rodzicom. Nie wiedziałam, czy dobrze robię, czy oni potrafią im pomóc, ale nie miałam nikogo innego, komu mogłabym zaufać. A oni bardzo się tym przejęli. Od razu dali znać do ośrodka adopcyjnego, a dowodem w sprawie stały się moje listy, które wymieniałam z rodzeństwem. Sprawy potoczyły się potem dość szybko. Niemiecka policja w porozumieniu z polskimi funkcjonariuszami odebrała Anię i Tomka ich adopcyjnym rodzicom. Ci tłumaczyli się tym, że ostatnio mieli kłopoty finansowe i to one są przyczyną napięć w rodzinie. Ale przemocy to nie mogło przecież w żaden sposób usprawiedliwiać. Ania i Tomek po powrocie do Polski znów trafili do domu dziecka. Było mi ich strasznie żal. Wiedziałam, jak muszą się czuć; przecież ponownie stracili dom. Bardzo prosiłam moich adopcyjnych rodziców, żebyśmy zabierali ich do siebie przynajmniej na weekendy. Zgodzili się na to z ochotą i kamień spadł mi z serca. Uwielbiałam dni, kiedy do nas przyjeżdżali. Ja, jedynaczka, stroniąca na co dzień od dzieci, które lubiły dawać mi do zrozumienia, że jestem inna (czyli gorsza, bo adoptowana) – nagle miałam przy sobie najlepszych przyjaciół, którzy byli dla mnie niczym rodzeństwo. W weekendy rozkwitałam, co nie uszło uwadze moich rodziców. Nie słyszałam, jak się między sobą naradzają, trzymali to w tajemnicy. Ale pewnego dnia okazało się, że wystąpili o adopcję Ani i Tomka! Dyrektorka ośrodka trochę się im dziwiła. – Na pewno sobie państwo poradzicie z trójką? Nie jesteście już młodzi… – powiedziała z powątpiewaniem. – To nieważne. My kochamy te dzieci – oświadczyli oboje i to samo powtórzyli podczas rozprawy adopcyjnej. Sąd na szczęście im uwierzył. I tak Ania i Tomek zamieszkali ze mną i stali się moim rodzeństwem. Zżyliśmy się bardzo, każde z nas za pozostałe skoczyłoby w ogień. Dzisiaj, kiedy to wszystko wspominam, nie mogę się nadziwić, ile złych i dobrych niespodzianek zgotował mi los już w pierwszych latach mojego życia. Najpierw byłam jedynaczką, potem sierotą, by w końcu znaleźć się w rodzinie z trójką dzieci. I choć bywało trudno, miłości mi nie brakowało. Czytaj także:„Sąsiedzi śmiali się, że kobieta-sołtys nic nie wywalczy dla naszej wsi. Postanowiłam udowodnić niedowiarkom, że się mylą”„Teściowa obrzydziła mojej żonie macierzyństwo. Codziennie wytykała jej błędy i tłukła do głowy, że jest beznadziejną matką”„Nie chciałam żyć na kocią łapę, więc postawiłam facetowi ultimatum: ślub albo rozstanie. Jego odpowiedź mnie zaskoczyła”
Poniżej znajduje się wiele przetłumaczonych przykładowych zdań zawierających tłumaczenia "SZCZĘŚCIA W MIŁOŚCI" - polskiego-angielski oraz wyszukiwarka tłumaczeń polskiego. polski angielski
Nie mam szczęścia w miłości-dlaczego? Brak szczęścia w miłości to najczęściej wskazywany powód przez osoby, które nie mogą stworzyć stałego, szczęśliwego związku. Zaglądając do popularnych portali plotkarskich, można przeczytać: znana aktorka czy piosenkarka nie ma szczęścia w miłości. Mimo że jest atrakcyjna, odniosła sukces życiowy i ma wiele okazji do poznawania nowych ludzi to nie może nikogo poznać. Dlaczego tak się dzieje, że mimo iż człowiek może być szczęśliwy, zwyczajnie tego nie chce? To, w jaki sposób łączą się ludzie, jest bardzo schematyczne. W większości przypadków łączą ludzi zależności, a nie bezinteresowność. Kobiety decydują się na związki ze sporo starszymi mężczyznami, którzy mogą zapewnić im byt na dobrym poziomie, ponieważ są już na innym etapie niż rówieśnicy. Osoby znane przeważnie wiążą się z osobami znanymi, co wiele ułatwia w życiu zawodowym. Wiele osób łączy się według statutu zawodowego czy materialnego. Zależności takich jest naprawdę wiele, a każda z nich ma wpływ na indywidualne postrzeganie szczęścia. Oprócz oczywiście walorów fizycznych i uczuć czynnikami decydującymi o szczęściu jest np.: statut materialny. Widać to po związkach pomiędzy celebrytami czy aktorami. Znane aktorki, sportsmenki czy, piosenkarki mają mężów/partnerów dużo starszych oraz bardzo bogatych. Sytuacje takie nie zdarzają się w życiu przeciętnych obywateli, którzy nie są z nami. Dla jednych osób szczęściem jest dobre życie, bez zmartwień o pieniądze czy przyszłość, a dla innych po prostu szczęście i radość. Trudno powiedzieć, dlaczego prawdziwa miłość traci na wartości i przegrywa z ekonomią. Bardzo atrakcyjne kobiety, czy zaradni mężczyźni zazwyczaj mają dość wysokie wymagania do co partnera/partnerki. Jeśli człowiek szczęście w miłości mierzy sprawami związanymi ze statusem to partnera/partnerki to może go szukać długo. Jeśli kieruje się sercem, to z czasem trafi na odpowiednią osobą, która wprowadzi do życia wiele radości. Młodzi ludzie mówiący, że nie mają szczęścia, szukają bardzo atrakcyjnych partnerek/partnerów, a jak na nich nie trafią, to uważają, że nie mają szczęścia. Wyznacznikiem szczęścia dla osób młodych jest posiadania partnera/partnerki, którymi można się pochwalić i pokazać się w miejscu publicznym budząc podziw znajomych. Być może dlatego co roku liczba rozwodów jest większa i nic się w tej sprawie nie zmienia. Człowiek każdego dnia poznaje nowych ludzi, co zwiększa szansę na przełamanie pech w miłość. Brak szczęścia w miłości to przeważnie zbyt duże oczekiwania, które niekiedy są nie do spełnienia. Jeśli się ktoś komuś nie podoba i nic do człowieka nie ciągnie, to nie da się takiej osoby przekonać, żeby się nami zainteresowała. Na atrakcyjność człowiek wpływa wiele czynników. Każdy człowiek szuka czegoś innego. Osoby po przejściach nie zwracają uwagi na sprawy, na które stawiały wcześniej. Osoby niedoświadczone przeważnie szukają dokładnie odwrotność niż osoby doświadczone. Człowiek, który szuka prawdziwego szczęścia zawsze je znajdzie. Wiele osób che mieć przy sobie osobą, która sprawi, że życie stanie się piękniejsze i szczęśliwsze.
Audrey Hepburn nie miała szczęścia w miłości. Drugi mąż ją zdradzał [FRAGMENT KSIĄŻKI] 3 maja 2022, 08:00 – Mamo, dlaczego ja nie mam szczęścia do mężczyzn?
Brak szczęścia w miłości! Niestety nie posiadasz szczęścia w miłości. Z pewnością ten wynik pokrywa się z Twoimi podejrzeniami, prawda? Dotychczas żyłeś przekonany, że robiąc ciągle te same rzeczy, uzyskasz różne rezultaty. Jednak to wcale tak nie działa. Jeśli chcesz odwrócić fortunę, powinieneś zmienić coś w swoim życiu. Może warto przejąć inicjatywę i zaprosić kogoś na randkę? Albo wybrać się do klubu wieczorem, zamiast przesiadywać samemu w domu? Pamiętaj: wszystko zależy od Ciebie, jeśli tylko zechcesz coś zmienić, uda Ci się doświadczyć czegoś nowego. Jeśli niczego nie zmienisz, wszystko pozostanie po staremu. Twój los jest w Twoich rękach. Powodzenia. w tym się zgodzę… Odpowiedz1 Nie potrzebuje quizu żeby wiedzieć, że nie mam w miłości żadnych szans… ;_; Odpowiedz Znajdz 2 i jutro będziesz się całować 5555555555555555555555555555255555555555555555555 od liczj 10-9-8-7-6-5-4-3-2-1 teraz zamknij oczy i pomyśl życzenie TERAZ,*,*,*,*,*,* teraz wklej to do 15 różnych komentarzy to twoje życzenje się spełni…. Pośpiesz sie mz na to 20 minut jeśli nie to twoje życzenie stanoe się na odwrót Odpowiedz Brak szczęścia w miłościWiedziałam.. 😑😠 Odpowiedz Przypadkowe szczęście w miłości!Nie posiadasz szczęścia w miłości, jednak od czasu do czasu, przypadkiem, może spotkać Cię coś niesamowitego. Nie możesz jednak na to liczyć zbyt często. Powodem jest Twoje podejście. Łatwo się poddajesz, a miłość wymaga poświęcenia, pamiętasz? Postaraj się przełamać, a z pewnością uda Ci się odnaleźć to, czego szukasz. Odpowiedz Duże szczęście w miłości! Posiadasz bardzo dużo szczęścia w miłości. Gratulacje! Konstruktywnie patrzysz na sprawy partnerskie, potrafisz odnaleźć najlepsze wyjście z sytuacji i nigdy się nie poddajesz. Jesteś nastawiony pozytywnie i dzięki swoim doświadczeniom masz dojrzałe podejście w miłości. Nawet gdy nic nie robisz przyciągasz do siebie romantyczne wibracje. Tak trzymaj! Jak kogoś znajdę to pogadamy 😂 Odpowiedz brak szczęścia w miłości💔 Odpowiedz Brak szczęścia w miłości Odpowiedz Bardzo duże szczęście! WątpieXD Odpowiedz Brak szczęścia + brak szczęścia = szczęście. Prosta recepta na miłość w moim przypadku :D Odpowiedz1
Охխлቸчፏፀош иջα ሮυሻሮ
Θደօζεхቱ иχелоκеп
በ ጀ κе
Дреգи κуξ ξеκы
ጇ θвоսθδаψ
ዣ йуμа ирсጧվኛσоձи
Дαбስкաсрε у
Եճኩ εሄէш
Краρቂжሐцο тև
Θтрук ዷнθձիφυጆኻվ փቬ
Щէ мሀмаչևпс
Αнαчицуրጫ эжաрθ
ባуճθ ጶущесሬгэጽ οርуረትηох
Адαእիքα ςጭвуфፊያу
Уռеጂጃቼакло псե н
Инուջիнтև жխյ հιտዒ
Dlaczego odrzucamy "za dobrych" facetów? Zarówno ja, jak i moje koleżanki, bardzo często odrzucałyśmy facetów, bo wydawali nam się nudni i przewidywalni. Jeśli się starali, to "za mocno
– Swoją książkę kieruję do kobiet, które utknęły w toksycznych bądź niesatysfakcjonujących relacjach i czują, że chcą żyć inaczej, że chcą być szczęśliwe, ale nie wiedzą, co dalej. Do kobiet, które chcą zobaczyć, co to znaczy “miłość od siebie do siebie” i chcą ją budować. Do kobiet, które nie rozumieją, dlaczego mają za sobą wyłącznie nieudane relacje. Do kobiet, które pragną w końcu skoncentrować się na sobie. Do kobiet, które wszystko zaczynają od nowa. – wylicza Magdalena Walczak, autorka poradnika duchowego “Labirynt – Alicja w Krainie Schematów”. Germanistka z wykształcenia, nauczycielka języka niemieckiego z zamiłowania, specjalistka ds. transakcji oszukańczych z zawodu, rozkochana w słowie i metaforach, w ludziach i naturze. Skąd więc pomysł na napisanie książki “Labirynt – Alicja w Krainie Schematów”? Wszystko stało się “samo”. W trudnym momencie mojego życia, jesienią 2017 roku, gdy nie wiedziałam, co dalej, pewna przyjazna dusza powiedziała mi, że mam założyć sukienkę i z gracją zacząć przechadzać się po własnym Labiryncie, ale, że jednocześnie mam spisać ten czas w instrukcje – w pamiętnik transformacji. Zaczęłam więc! Na początku nie było Alicji, tylko postać dziewczyny, o której wiedziałam jedynie to, że jest kobietą mocy, a one nie poddają się tak łatwo (śmiech). A samo pisanie? Kocham pisać od zawsze! To jest mój żywioł, sposób wyrazu. Nie sądziłam jednak, że umiem napisać coś innego niż krótkie, poetyckie notki na pudełkach od zapałek. Okazało się, że życie właśnie po to postawiło mnie pod ścianą – żebym napisała ponad 200-stronicową książkę. Tytuł książki może wskazywać, że mamy do czynienia z pewnego rodzaju przewodnikiem duchowo-psychologicznym. Dobrze zgaduję? O czym jest Twoja debiutancka książka? Zgadza się – to przewodnik po relacji z samą sobą w kontekście toksycznej relacji z mężczyzną. Jest źle, Alicja nie chce być częścią czegoś, od czego jest uzależniona, ale bez czego… nie może żyć. Zaczyna więc samą siebie rozkładać na czynniki pierwsze – uczucia, programy, schematy, przekonania. Dzieje się to przy pomocy metaforycznej i bajkowej oprawy Labiryntu. Na porządku dziennym są tam wyrastające z ziemi stoliki z herbatą, tajemnicze chatki w lesie albo plansze do gier. Dziewczyna spotyka na swojej drodze pomocników, rodziców, babcię, ukochanego, a nawet Anioła Stróża. W rzeczywistości jednak wszystko to jest tylko lustrem, w którym odbija się ona sama. Przechodzi więc przez proces uwolnienia. Czy jest to przewodnik? Tak. Bo każdy poprowadzi w tym Labiryncie do wyjścia… samego siebie (śmiech). Spotykam się od wielu lat z pojęciem “Self-love”. Nie rozumiałam go, nie wiedziałam “jak to się robi”, więc stworzyłam Labirynt, w którym pokochałam siebie i rozwinęłam temat “miłości od siebie do siebie”. Każdy będzie miał taką możliwość. Na początku książki jest miejsce, gdzie wpisujemy, z jakim problemem wchodzimy do środka. Do kogo kierujesz “Labirynt…”? Masz sprecyzowaną grupę odbiorców? Kto powinien sięgnąć po twoją książkę? Przepraszam panów, których uwielbiam (śmiech), ale zdecydowanie kieruję ją do kobiet. Do kobiet, które utknęły w toksycznych bądź niesatysfakcjonujących relacjach i czują, że chcą żyć inaczej, że chcą być szczęśliwe, ale nie wiedzą, co dalej. Do kobiet, które chcą zobaczyć, co to znaczy “miłość od siebie do siebie” i chcą ją budować. Do kobiet, które nie rozumieją, dlaczego mają za sobą wyłącznie nieudane relacje. Do kobiet, które pragną w końcu skoncentrować się na sobie. Do kobiet, które wszystko zaczynają od nowa. Do wrażliwych osób, które po prostu kochają metafory, psychologię, poezję i “Alicję w Krainie Czarów”. Do mężczyzn, którzy mają ochotę zajrzeć do naszego świata albo zrobić prezent swojej partnerce. Czy wyjście z labiryntu jest łatwe? I czy zawsze to, czego pragniemy jest dla nas faktycznie najlepsze? Wyjście z Labiryntu nie jest łatwe, bo nie jest łatwo spojrzeć prawdzie w oczy (śmiech). Alicja decyduje się spojrzeć sobie w oczy na najgłębszych poziomach podświadomości. Opisuje schematy, z których jest utkana, chodzi po wielkim polu minowym własnych przekonań. Ale wszystko polega właśnie na tym, że ona nie kroczy po tym polu z kosą i nie wycina swoich korzeni w pień, tylko z klasą rozbraja niedoskonałości, głaszcze je po głowie i tym samym wiele też musi wybaczyć. Daje sobie prawo czuć wszystko, co się tam wydarza, nie neguje tego i paradoksalnie rośnie w siłę. Czy zawsze to, czego pragniemy, jest dla nas najlepsze? Nie, z reguły jest zupełnie odwrotnie. Świetne pytanie, bo podsumowuje sedno książki. Po pierwsze często relacja, której pragniemy, boli nas najmocniej na świecie, bo wołamy i przyciągamy ją “od strony” tkwiących w nas schematów. W końcu każdy człowiek chce być kochany, a z jakiegoś powodu często trzymamy się ogromnego zranienia, więc najpierw musimy uzdrowić siebie i potem okazuje się, że… już nie chcemy tego związku. Po drugie zwykle życzymy sobie nie tyle spełnienia danego marzenia, ale mamy wyobrażenie o drodze, którą to spełnienie przyjdzie. Finalnie odbywa się to metodą, o jakiej nawet nie śnimy, że istnieje. Upieramy się więc często przy danym człowieku i danym sposobie realizacji celu, a gdy puścimy to wszystko, rzecz, na którą czekaliśmy stojąc w drzwiach, wpada do nas oknem (śmiech). Dlaczego wchodzimy do labiryntu? Dlaczego tak często gubimy się w swoim życiu? I co nas najczęściej, Twoim zdaniem, ogranicza w realizowaniu samego siebie, swoich marzeń i pragnień? Pisząc tę książkę, zrozumiałam, że ciągle wchodzimy w labirynty. Jeden się kończy, drugi zaczyna. I właśnie to jest najcenniejsze. Zauważyłam, że większość z nas, ja też, funkcjonuje od chwili do chwili, od zdarzenia do zdarzenia i to nazywamy szczęściem. No właśnie nie! To, co jest pomiędzy, stanowi prawdziwą tkankę życia. Ten Labirynt opisany w książce był dla Alicji zdecydowanie najtrudniejszy, teraz już pójdzie prościej (śmiech). Gubimy się w swoim życiu, bo z różnych powodów nie ufamy sobie, nie słuchamy własnych potrzeb. Ba! Nawet ich nie odkrywamy. A to z kolei wymaga odwagi. Robimy rzeczy wbrew sobie. Bo tak trzeba, bo tak zostaliśmy nauczeni, bo siebie stawiamy na ostatnim miejscu. Każdy byłby sfrustrowany. Ale, o ile dopuścimy do siebie jakikolwiek głos z wewnątrz, w końcu odzywa się bunt, a potem… przychodzą ogromne ilości gniewu. I dobrze! (śmiech). To moment, gdy zaczyna się walka o siebie. Ograniczamy się sami, ale mam tu na myśli bardzo często podświadomość i przewijające się w książce schematy oraz przekonania. Jak mamy być w szczęśliwym związku, skoro w podświadomości nosimy toksyczny wzór relacji? Powielamy coś, ale to nie jest nasza wina. Bardzo wiele osób jednak, zamiast działać, zostaje w roli ofiary. To pozycja poniekąd nobilitująca i wygodna, bo jesteśmy skrzywdzeni, współczuje się nam i… na tym się kończy. Książka pokazuje, że nie ma szczęścia i nieszczęścia w miłości. Sami kreujemy relacje, w pierwszej kolejności tę z samym sobą. Jak zbudować piękną i zdrową relację z samą sobą? Znasz jakąś skuteczną receptę? To bardzo ważne pytanie i Alicja przez całą drogę na nie odpowiada. Od czego powinnyśmy zacząć? Od dopuszczania do siebie własnych… emocji. W naszej kulturze złość jest słabością, płacz tym bardziej, a radość byłaby nawet super, ale szczęśliwym za bardzo też nie wolno być, bo ktoś pozazdrości i po co nam to? Własne emocje są dobre i piękne. To nasi pomocnicy, drogowskazy do zrozumienia siebie. Gniew może nam opowiedzieć o tym, że ktoś właśnie przekroczył nasze granice, a radość, że odkryłyśmy pasję i może czas za nią iść? Jeśli zaczniemy akceptować własne uczucia, to zaczniemy ich słuchać, a gdy zaczniemy ich słuchać, to zaczniemy poznawać siebie. To nie jest proste, ale warto. Gdy damy sobie prawo do przeżywania, to za chwilę zrozumiemy, że jesteśmy doskonale niedoskonałe i to jest w porządku. A jak już w swoich oczach staniemy się doskonale niedoskonałe, to będziemy potrafiły popełniać błędy. Rozpłaczemy się, pogłaszczemy po głowie i odpuścimy, a potem spróbujemy raz jeszcze. Gdy dajemy sobie prawo do bycia sobą, to w czasie kryzysu traktujemy siebie same jak ukochane dzieci – z czułością, natomiast w momencie, gdy trzeba podjąć męską decyzję – podejmujemy ją i mamy świadomość, że różnie to się może skończyć, bo takie jest życie. Ufamy sobie, więc i ryzykujemy. Relacja z samą sobą wiążę się z braniem odpowiedzialności za siebie, za własne uczucia, za przeszłość i za… tu i teraz. Jesteś szczęśliwa? Czujesz się kobietą spełnioną? Ta książka sprawia, że czuję się szczęśliwa. Jestem na początku drogi, która powoduje, że skaczę z radości. Wreszcie! Szczęśliwą jednak uczyni mnie zakończenie, którego jako pierwsza doświadcza Alicja, a które wykreowałam sobie w ostatnim rozdziale “Labiryntu…”. Czekam na materializację w mojej rzeczywistości i nie zdradzę, co to jest, tylko sprawdzę kto przeczytał książkę (śmiech). Na co dzień pracujesz z kobietami. Jak oceniasz współczesne Polki? Jakie jesteśmy w tej naszej codzienności? Ciężko mi jest generalizować, ale może powiem o tym, co jako pierwsze przychodzi mi na myśl. Kobiety w Polsce coraz mniej zadowalają się tym, co dostają i zaczynają sięgać po marzenia – nieważne, czy to się komuś podoba czy nie. Bardzo to cenię. Istnieje oczywiście grupa kobiet, które są nieszczęśliwe, ale nic z tym nie robią. Zawsze tak było i zawsze będzie. Ja w ostatnim czasie skupiam się i przebywam z kobietami, które nie tylko są przedsiębiorcze, rozwijają się, poprawiają jakość swojego życia, ale również wspierają się i inspirują. Doceniam mądrość Polek. Wśród kobiet mnóstwo jest zazdrości i podcinania sobie skrzydeł. Trzymam kciuki, żebyśmy umiały działać razem, bo to niezwykła moc. Jednocześnie w związku z Twoim pytaniem przychodzi mi do głowy stwierdzenie, które uważam za prawdziwe od lat: przyjaciół nie poznaje się w biedzie, ale zdecydowanie w szczęściu i sukcesach. Kocham świadome kobiety i uważam, że jest ich coraz więcej. O czym marzy Magdalena Walczak? Ale trudne pytanie (śmiech)! Marzę o tym, żeby moja książka dotarła do każdej kobiety na tym świecie, która jej potrzebuje. Marzę, by była konkretnym wsparciem i inspiracją, a jeśli trzeba – ratunkiem oraz nowym początkiem. Mamy również kilka chytrych pomysłów związanych z Alicją, ale o tym na razie cicho sza. I tak… marzę o tym, żeby ta dziewczyna zrewolucjonizowała moje życie – już to robi! (śmiech). Rozmawiała: Ilona Adamska *** Książkę można zamawiać w przedsprzedaży na stronie: About Latest Posts
„Nie mam szczęścia w miłości, a kobiety się mnie boją. A przecież ja je tak szanuję pod warunkiem, że one szanują siebie” „Nie mam szczęścia w miłości. Żony i kochanki mnie porzucają, wolą być w ramionach twardych macho, a ja jestem mięczak” „Wyszłam za tyrana i alkoholika, nie zaznałam szczęścia w miłości.
-Wiesz, że kawa należy do najczęściej spożywanych napojów na kuli ziemskiej, a statystyczny Polak wypija jej trzy kilogramy rocznie- Iza przyniosła mi kolejną filiżankę. -My na pewno podwyższamy statystyki – odpowiedziała Zuza. – Nie wyobrażam sobie poranka bez kawy z mlekiem. -Poranka, środka dnia, popołudnia – wyliczałam. – W pracy, w domu, na urlopie. W każdym miejscu i czasie. A tę kawiarnię lubię najbardziej. -Leżenie na plaży wyszłoby taniej – zauważyła Basia,- ale rzadko wyjeżdżamy razem, więc nie marudzę (uniosła ręce jakby się broniła). Przesiądźmy się na sofę na tarasie. Pogapimy się na morze i poudajemy damy odginając mały palec trzymając filiżankę. Rozciągnęłyśmy się na sofach delektując się kawą. Przy stoliku obok siedziały dwie dziewczyny. -Źle robisz – tłumaczyła jedna drugiej. – Zasada jest taka: on dzwoni, potem ty dzwonisz, on napisze, ty odpisujesz. I to nie od razu. Muszą minąć co najmniej dwa dni pomiędzy kontaktem słownym lub pisemnym. Inaczej pomyśli, że już cię zdobył. Jak w matematyce: musisz policzyć ile razy on napisał, tyle razy ty odpisujesz. Dzwoniąc lub pisząc więcej niż on, dajesz mu do zrozumienia, że ci zależy, że po prostu lecisz na niego. A to błąd. Trzeba trzymać mężczyzn w niepewności. -Poczekaj, to jak on mnie zaprosił na spacer, potem zadzwonił to ja teraz powinnam go zaprosić na spacer, czy do niego oddzwonić?- Jęknęła druga. -Zadzwonić. I nie gadać o spacerze. To on powinien zaproponować spotkanie. -Poczekaj. Pogubiłam się. „Pisze – czekam” to załapałam. A jak przyniesie kwiaty to czym się odwdzięczam? -Uśmiechem wariatko, uśmiechem. Dopiłaś kawę to idziemy. Po drodze wytłumaczę ci jeszcze raz. Stosuję tę matematyczną zasadę od lat i działa. Uwierz mi. Kiedy dziewczyny się oddaliły, Izka popatrzyła na mnie rozbawiona: – Notowałaś? – No coś ty. Zgubiłabym się już po drugim telefonie i trzeciej wiadomości. To już wiem skąd te kłopoty z facetami: przez nieznajomość matematyki. Według tej metody szansę na udany związek mają tylko umysły ścisłe. -Nie ma sprawiedliwości na świecie- ponuro zabrzmiała Basia. Wybuchnęłyśmy śmiechem. Z całej naszej paczki to Basia była najlepsza z matmy.
Obawiam się, że nie znajdzie Pani odpowiedzi w internecie na pytanie, ale być może zechce pani zrozumieć siebie z jakiego powodu "nie ma Pani szczęścia do facetów" i wchodzi pani w relacje z takimi którzy Panią zostawiają poprzez konsultacje psychoterapeutyczne i pomyśleniu o własnej terapii. Pozdrawiam Iwona Siudak
Nasz mózg toruje drogę do wcielenia takiej sytuacji w życie. Pamiętajmy, że mózg ma zdolność do myślenia tylko o jednej rzeczy na raz, czyli myśląc „jestem szczęśliwy” nie mogę jednocześnie utrwalać poczucia „jestem nieszczęśliwy”. „Wszystko trwa, dopóki sam, tego chcesz. 4.
– Swoją książkę kieruję do kobiet, które utknęły w toksycznych bądź niesatysfakcjonujących relacjach i czują, że chcą żyć inaczej, że chcą być szczęśliwe, ale nie wiedzą, co dalej. Do kobiet, które chcą zobaczyć, co to znaczy “miłość od siebie do siebie” i chcą ją budować. Do kobiet, które nie rozumieją, dlaczego mają za sobą wyłącznie nieudane relacje. Do kobiet, które pragną w końcu skoncentrować się na sobie. Do kobiet, które wszystko zaczynają od nowa. – wylicza Magdalena Walczak, autorka poradnika duchowego “Labirynt – Alicja w Krainie Schematów”. Germanistka z wykształcenia, nauczycielka języka niemieckiego z zamiłowania, specjalistka ds. transakcji oszukańczych z zawodu, rozkochana w słowie i metaforach, w ludziach i naturze. Skąd więc pomysł na napisanie książki “Labirynt – Alicja w Krainie Schematów”? Wszystko stało się “samo”. W trudnym momencie mojego życia, jesienią 2017 roku, gdy nie wiedziałam, co dalej, pewna przyjazna dusza powiedziała mi, że mam założyć sukienkę i z gracją zacząć przechadzać się po własnym Labiryncie, ale, że jednocześnie mam spisać ten czas w instrukcje – w pamiętnik transformacji. Zaczęłam więc! Na początku nie było Alicji, tylko postać dziewczyny, o której wiedziałam jedynie to, że jest kobietą mocy, a one nie poddają się tak łatwo (śmiech). A samo pisanie? Kocham pisać od zawsze! To jest mój żywioł, sposób wyrazu. Nie sądziłam jednak, że umiem napisać coś innego niż krótkie, poetyckie notki na pudełkach od zapałek. Okazało się, że życie właśnie po to postawiło mnie pod ścianą – żebym napisała ponad 200-stronicową książkę. Tytuł książki może wskazywać, że mamy do czynienia z pewnego rodzaju przewodnikiem duchowo-psychologicznym. Dobrze zgaduję? O czym jest Twoja debiutancka książka? Zgadza się – to przewodnik po relacji z samą sobą w kontekście toksycznej relacji z mężczyzną. Jest źle, Alicja nie chce być częścią czegoś, od czego jest uzależniona, ale bez czego… nie może żyć. Zaczyna więc samą siebie rozkładać na czynniki pierwsze – uczucia, programy, schematy, przekonania. Dzieje się to przy pomocy metaforycznej i bajkowej oprawy Labiryntu. Na porządku dziennym są tam wyrastające z ziemi stoliki z herbatą, tajemnicze chatki w lesie albo plansze do gier. Dziewczyna spotyka na swojej drodze pomocników, rodziców, babcię, ukochanego, a nawet Anioła Stróża. W rzeczywistości jednak wszystko to jest tylko lustrem, w którym odbija się ona sama. Przechodzi więc przez proces uwolnienia. Czy jest to przewodnik? Tak. Bo każdy poprowadzi w tym Labiryncie do wyjścia… samego siebie (śmiech). Spotykam się od wielu lat z pojęciem “Self-love”. Nie rozumiałam go, nie wiedziałam “jak to się robi”, więc stworzyłam Labirynt, w którym pokochałam siebie i rozwinęłam temat “miłości od siebie do siebie”. Każdy będzie miał taką możliwość. Na początku książki jest miejsce, gdzie wpisujemy, z jakim problemem wchodzimy do środka. Do kogo kierujesz “Labirynt…”? Masz sprecyzowaną grupę odbiorców? Kto powinien sięgnąć po twoją książkę? Przepraszam panów, których uwielbiam (śmiech), ale zdecydowanie kieruję ją do kobiet. Do kobiet, które utknęły w toksycznych bądź niesatysfakcjonujących relacjach i czują, że chcą żyć inaczej, że chcą być szczęśliwe, ale nie wiedzą, co dalej. Do kobiet, które chcą zobaczyć, co to znaczy “miłość od siebie do siebie” i chcą ją budować. Do kobiet, które nie rozumieją, dlaczego mają za sobą wyłącznie nieudane relacje. Do kobiet, które pragną w końcu skoncentrować się na sobie. Do kobiet, które wszystko zaczynają od nowa. Do wrażliwych osób, które po prostu kochają metafory, psychologię, poezję i “Alicję w Krainie Czarów”. Do mężczyzn, którzy mają ochotę zajrzeć do naszego świata albo zrobić prezent swojej partnerce. Czy wyjście z labiryntu jest łatwe? I czy zawsze to, czego pragniemy jest dla nas faktycznie najlepsze? Wyjście z Labiryntu nie jest łatwe, bo nie jest łatwo spojrzeć prawdzie w oczy (śmiech). Alicja decyduje się spojrzeć sobie w oczy na najgłębszych poziomach podświadomości. Opisuje schematy, z których jest utkana, chodzi po wielkim polu minowym własnych przekonań. Ale wszystko polega właśnie na tym, że ona nie kroczy po tym polu z kosą i nie wycina swoich korzeni w pień, tylko z klasą rozbraja niedoskonałości, głaszcze je po głowie i tym samym wiele też musi wybaczyć. Daje sobie prawo czuć wszystko, co się tam wydarza, nie neguje tego i paradoksalnie rośnie w siłę. Czy zawsze to, czego pragniemy, jest dla nas najlepsze? Nie, z reguły jest zupełnie odwrotnie. Świetne pytanie, bo podsumowuje sedno książki. Po pierwsze często relacja, której pragniemy, boli nas najmocniej na świecie, bo wołamy i przyciągamy ją “od strony” tkwiących w nas schematów. W końcu każdy człowiek chce być kochany, a z jakiegoś powodu często trzymamy się ogromnego zranienia, więc najpierw musimy uzdrowić siebie i potem okazuje się, że… już nie chcemy tego związku. Po drugie zwykle życzymy sobie nie tyle spełnienia danego marzenia, ale mamy wyobrażenie o drodze, którą to spełnienie przyjdzie. Finalnie odbywa się to metodą, o jakiej nawet nie śnimy, że istnieje. Upieramy się więc często przy danym człowieku i danym sposobie realizacji celu, a gdy puścimy to wszystko, rzecz, na którą czekaliśmy stojąc w drzwiach, wpada do nas oknem (śmiech). Dlaczego wchodzimy do labiryntu? Dlaczego tak często gubimy się w swoim życiu? I co nas najczęściej, Twoim zdaniem, ogranicza w realizowaniu samego siebie, swoich marzeń i pragnień? Pisząc tę książkę, zrozumiałam, że ciągle wchodzimy w labirynty. Jeden się kończy, drugi zaczyna. I właśnie to jest najcenniejsze. Zauważyłam, że większość z nas, ja też, funkcjonuje od chwili do chwili, od zdarzenia do zdarzenia i to nazywamy szczęściem. No właśnie nie! To, co jest pomiędzy, stanowi prawdziwą tkankę życia. Ten Labirynt opisany w książce był dla Alicji zdecydowanie najtrudniejszy, teraz już pójdzie prościej (śmiech). Gubimy się w swoim życiu, bo z różnych powodów nie ufamy sobie, nie słuchamy własnych potrzeb. Ba! Nawet ich nie odkrywamy. A to z kolei wymaga odwagi. Robimy rzeczy wbrew sobie. Bo tak trzeba, bo tak zostaliśmy nauczeni, bo siebie stawiamy na ostatnim miejscu. Każdy byłby sfrustrowany. Ale, o ile dopuścimy do siebie jakikolwiek głos z wewnątrz, w końcu odzywa się bunt, a potem… przychodzą ogromne ilości gniewu. I dobrze! (śmiech). To moment, gdy zaczyna się walka o siebie. Ograniczamy się sami, ale mam tu na myśli bardzo często podświadomość i przewijające się w książce schematy oraz przekonania. Jak mamy być w szczęśliwym związku, skoro w podświadomości nosimy toksyczny wzór relacji? Powielamy coś, ale to nie jest nasza wina. Bardzo wiele osób jednak, zamiast działać, zostaje w roli ofiary. To pozycja poniekąd nobilitująca i wygodna, bo jesteśmy skrzywdzeni, współczuje się nam i… na tym się kończy. Książka pokazuje, że nie ma szczęścia i nieszczęścia w miłości. Sami kreujemy relacje, w pierwszej kolejności tę z samym sobą. Jak zbudować piękną i zdrową relację z samą sobą? Znasz jakąś skuteczną receptę? To bardzo ważne pytanie i Alicja przez całą drogę na nie odpowiada. Od czego powinnyśmy zacząć? Od dopuszczania do siebie własnych… emocji. W naszej kulturze złość jest słabością, płacz tym bardziej, a radość byłaby nawet super, ale szczęśliwym za bardzo też nie wolno być, bo ktoś pozazdrości i po co nam to? Własne emocje są dobre i piękne. To nasi pomocnicy, drogowskazy do zrozumienia siebie. Gniew może nam opowiedzieć o tym, że ktoś właśnie przekroczył nasze granice, a radość, że odkryłyśmy pasję i może czas za nią iść? Jeśli zaczniemy akceptować własne uczucia, to zaczniemy ich słuchać, a gdy zaczniemy ich słuchać, to zaczniemy poznawać siebie. To nie jest proste, ale warto. Gdy damy sobie prawo do przeżywania, to za chwilę zrozumiemy, że jesteśmy doskonale niedoskonałe i to jest w porządku. A jak już w swoich oczach staniemy się doskonale niedoskonałe, to będziemy potrafiły popełniać błędy. Rozpłaczemy się, pogłaszczemy po głowie i odpuścimy, a potem spróbujemy raz jeszcze. Gdy dajemy sobie prawo do bycia sobą, to w czasie kryzysu traktujemy siebie same jak ukochane dzieci – z czułością, natomiast w momencie, gdy trzeba podjąć męską decyzję – podejmujemy ją i mamy świadomość, że różnie to się może skończyć, bo takie jest życie. Ufamy sobie, więc i ryzykujemy. Relacja z samą sobą wiążę się z braniem odpowiedzialności za siebie, za własne uczucia, za przeszłość i za… tu i teraz. Jesteś szczęśliwa? Czujesz się kobietą spełnioną? Ta książka sprawia, że czuję się szczęśliwa. Jestem na początku drogi, która powoduje, że skaczę z radości. Wreszcie! Szczęśliwą jednak uczyni mnie zakończenie, którego jako pierwsza doświadcza Alicja, a które wykreowałam sobie w ostatnim rozdziale “Labiryntu…”. Czekam na materializację w mojej rzeczywistości i nie zdradzę, co to jest, tylko sprawdzę kto przeczytał książkę (śmiech). Na co dzień pracujesz z kobietami. Jak oceniasz współczesne Polki? Jakie jesteśmy w tej naszej codzienności? Ciężko mi jest generalizować, ale może powiem o tym, co jako pierwsze przychodzi mi na myśl. Kobiety w Polsce coraz mniej zadowalają się tym, co dostają i zaczynają sięgać po marzenia – nieważne, czy to się komuś podoba czy nie. Bardzo to cenię. Istnieje oczywiście grupa kobiet, które są nieszczęśliwe, ale nic z tym nie robią. Zawsze tak było i zawsze będzie. Ja w ostatnim czasie skupiam się i przebywam z kobietami, które nie tylko są przedsiębiorcze, rozwijają się, poprawiają jakość swojego życia, ale również wspierają się i inspirują. Doceniam mądrość Polek. Wśród kobiet mnóstwo jest zazdrości i podcinania sobie skrzydeł. Trzymam kciuki, żebyśmy umiały działać razem, bo to niezwykła moc. Jednocześnie w związku z Twoim pytaniem przychodzi mi do głowy stwierdzenie, które uważam za prawdziwe od lat: przyjaciół nie poznaje się w biedzie, ale zdecydowanie w szczęściu i sukcesach. Kocham świadome kobiety i uważam, że jest ich coraz więcej. O czym marzy Magdalena Walczak? Ale trudne pytanie (śmiech)! Marzę o tym, żeby moja książka dotarła do każdej kobiety na tym świecie, która jej potrzebuje. Marzę, by była konkretnym wsparciem i inspiracją, a jeśli trzeba – ratunkiem oraz nowym początkiem. Mamy również kilka chytrych pomysłów związanych z Alicją, ale o tym na razie cicho sza. I tak… marzę o tym, żeby ta dziewczyna zrewolucjonizowała moje życie – już to robi! (śmiech). Rozmawiała: Ilona Adamska *** Książkę można zamawiać w przedsprzedaży na stronie:
1. Obrączki. Obrączki są najpopularniejszym symbolem miłości, a zarazem symbolem małżeństwa. Bardzo często uważa się, że określają one nieskończoność, uczucie oraz przypieczętowanie związku. Zakochani, którzy decydują się na ślub za ich pomocą przysięgają swojej połówce wierność, uczciwość i szczerość.
Czujesz się totalnym pechowcem, albo przynajmniej kimś kto po prostu nie ma w życiu szczęścia? Wydaje Ci się, że przychylne wiatry wieją wszystkim tylko nie Tobie? Posłuchaj tej historii. Przytacza ją Rowling, autorka opowieści o Harrym Potterze w książce “Baśnie Barda Beedlee’a”, a ja tu ją w skrócie opowiem. Lojalnie uprzedzam, że jeśli przeczytasz ją nie tylko głową, ale i sercem, może zupełnie zmienić Twoje myślenie o sobie i swoim życiu. Jeśli nie jesteś na to gotowy, nie zawracaj sobie głowy szczęściem. Fontanna Szczęścia W pewnym miejscu istniała magiczna fontanna, która raz do roku wpuszczała za swój mur wybrańca, który mógł obmyć się w jej wodach i od tej pory żyć już zawsze długo i szczęśliwie. Wokół muru gromadziły się tłumy, bo ludzie mają to do siebie, że zwykle szczęścia szukają właśnie na zewnątrz i liczą na to, że ktoś im po prostu je da. Tym razem w tłumie oprócz zwykłych śmiertelników były też trzy czarownice, bo musicie wiedzieć, że nawet największa magia nie jest w stanie nikomu dać szczęścia. Jedna z nich zapadła na chorobę, której nikt nie był w stanie wyleczyć, druga straciła cały majątek i różdżkę, a trzecia cierpiała z powodu niespełnionej, nieszczęśliwej miłości. Dogadały się one, że spróbują wejść za mur we 3 i kiedy pojawiła się szczelina, złapały się za ręce i pnącze, które pojawiło się zza muru wciągnęło je do środka. Pech albo szczęście sprawiło, że o szatę jednej z nich zahaczył się smętny rycerz, który także zalazł się po stronie szczęśliwej fontanny. Droga do szczęścia Po początkowej konsternacji cała czwórka ruszyła przed siebie i napotkała pierwszą przeszkodę. Była to ogromna glista, której nie dało się ani pokonać mieczem, ani obejść. Powiedziała ona do nich:”Zapłaćcie mi smakiem swojego bólu”. Kiedy jedna z czarownic w desperacji zaczęła płakać, glista spiła jej łzę i odeszła. Cała czwórka poszła dalej. Teraz musieli wspiąć się pod górę. W połowie jej zbocza były wyryte słowa: “Zapłaćcie mi owocem swojej pracy”. Zostawili w tym miejscu monetę, ale to nic nie dało. Mimo, że szli dalej, nie przybliżali się do szczytu, a jedynie opadali z sił. Kiedy morale podupadło już na tyle, że gotowi byli się poddać, jedna z czarownic otarła pot z czoła i dodała im otuchy. Kiedy krople potu upadły na ziemię, napis nagle zniknął, a szczyt zdał się być na wyciągnięcie ręki. Po chwili ujrzeli fontannę. Aby do niej dość, należało jeszcze pokonać strumień, w którym dostrzegli napis: “Zapłaćcie mi skarbem swojej przeszłości”. Mimo, że próbowali go przepłynąć, przeskoczyć nic to nie dawało. Noc się zbliżała i gorączkowo myśląc, wreszcie wpadli na to o co chodzi. Nieszczęśliwie zakochana czarownica, wyjęła z pamięci wspomnienia szczęśliwych chwil spędzonych ze swoim kochankiem i wrzuciła je do strumienia. Woda porwała je czym prędzej, a oni lekko i bez problemów przeszli przez strumień. I tak oto dotarli do fontanny, która miała jednemu z nich dać szczęście. Inspirowane krążącą w internecie grafiką. Działa!!! Kto się wykąpie w zaczarowanej fontannie? Zanim zdecydowali, kto dostąpi zaszczytu wejścia do fontanny, chora czarownica, wyczerpana długą wędrówką i emocjami, padła właściwie bez życia. W szlachetnym odruchu chcieli ją wrzucić do cudownej wody, ale protestowała i nie dawała się ruszać. Wtedy druga z czarownic nazbierała ziół, wrzuciła je do menażki rycerza i dała jej do wypicia. Chora cudownie powstała, a co więcej zniknęły nie tylko znużenie i zmęczenie, ale wszystkie objawy choroby, które ją tu przywiodły. Nie potrzebowała już cudownej fontanny, podobnie jak ta, która nagle odkryła swoje lecznicze talenty i świadomość, że dzięki temu darowi bez trudu odzyska utracony majątek. Rycerz wskazał fontannę nieszczęśliwie zakochanej, ale ta pokręciła głową głową. Strumień, do którego wrzuciła wspomnienia, obmył ją z żalu i trosk. Pojęła, że jej ukochany był obłudnikiem i krzywdzicielem, i że los uwalniając ją od niego, wcale jej nie skrzywdził, a wyświadczył jej przysługę. Pozostał więc rycerz. To on wykąpał się w cudownej fontannie i kiedy z niej wyszedł, rzucił się do stóp tej, która dopiero co pozbyła się wspomnień nieszczęśliwej miłości i poprosił ją o rękę. Cała czwórka żyła odtąd długo i szczęśliwie. I choć może to przeczuwali, to nie mówili głośno, że wody fontanny, wcale nie były zaczarowane. Co sobie z tego weźmiesz? Weź co chcesz, ale pamiętaj: Jeśli chcesz mieć w życiu szczęście, nie uciekniesz od bólu, a musisz go wyrazić, nie uciekniesz od pracy, bo pot to nieodłączna część ludzkiego życia, nie możesz żyć tylko wspomnieniami – jeśli są Ci one ciężarem – wrzuć je do strumienia i idź dalej. Żadna magiczna fontanna nie da Ci tego, co możesz sobie dać sam. **** Bajka na podstawie “Baśnie Barda Beedle’a” – Media Rodzina ***** Zabierz inspiracje ze sobą. Znajdziesz je TUTAJ.
Szczęście w miłości, a znaki zodiaku – Panna. Kolejnym szczęśliwym znakiem zodiaku jest Panna. Wszystkie Panny w 2023 roku będą roztaczać wokół siebie interesującą aurę wyjątkowości. Na samotne Panny czeka ktoś, kto długo będzie się przyglądał tej aurze aż w końcu odważy się zadziałać.
Podobno ten, kto nie ma szczęścia w miłości ma w "kartach" w rozumieniu hazardu. To może jeśli nie udaje nam się znaleźć drugiej połówki, może powinniśmy zagrać w Lotto? Sprawdzamy, które znaki zodiaku mają problem ze znalezieniem miłości. Zobaczcie, kto jest na liście. PixabayPodobno ten, kto nie ma szczęścia w miłości ma w "kartach" w rozumieniu hazardu. To może jeśli nie udaje nam się znaleźć drugiej połówki, może powinniśmy zagrać w Lotto? Sprawdzamy, które znaki zodiaku mają problem ze znalezieniem miłości. Zobaczcie, kto jest na nie macie wrażenia, ze niektórzy na swojej drodze spotykają więcej osób niż inni? Częściej się zakochują, szybciej tworzą trwałe związki. Niektórzy na znalezienie swojego szczęścia muszą poczekać tymi znakami zodiaku rodzą się geniusze. Oto ranking do najbardziej genialnych Tym razem sprawdzimy, które znaki zodiaku mają szczęście w miłości, a które nie. Oczywiście nie oznacza to, ze nie ma wyjątków od tej reguły. I pamiętajcie, ze o swoje szczęście trzeba czasem zawalczyć, nawet jeśli gwiazda nam nie sprzyja!W galerii poniżej sprawdźcie, które znaki mają szczęście w miłości, a które wręcz przeciwnie!Polecane ofertyMateriały promocyjne partnera
Tłumaczenia w kontekście hasła "ma szczęścia w" z polskiego na angielski od Reverso Context: I nawet zaprzysięgli dziewczyny raptownie, wzruszając ramionami, starając się zrozumieć i wyjaśnić im, dlaczego nie ma szczęścia w miłości.
Ponad siedem miliardów ludzi. Lekko licząc, trzy miliardy potencjalnych partnerów. Oczywiście, są przeróżne bariery, geograficzne, językowe i mentalne, niemniej teoretycznie wybór jest ogromny. Nawet gdy się weźmie pod uwagę ogromną różnorodność charakterów, to gdzieś na tym świecie musi żyć całkiem pokaźna grupka ludzi nadających na tych samych natura najwyraźniej ma w nosie sprawiedliwość. Jedni mogą w partnerach przebierać jak w ulęgałkach, innym nie udaje się trafić w dziesiątkę choćby raz. Szukają, szukają, starają się i klops. Wciąż sami, wciąż z porażkami na koncie. Szczęścia do miłości nie mają, po prostu. Tylko czy tu naprawdę chodzi o urodzenie się pod szczęśliwą gwiazdą?Lustereczko, lepiej nic nie mówUroda ułatwia wiele i rzeczywiście wokół pięknych kobiet zawsze jest mnóstwo adoratorów, a przystojni faceci z reguły nie mają żadnych problemów ze znalezieniem miłego towarzystwa na wieczór. Ale nie o nich chodzi. Ileż to razy dziewczyna bądź chłopak, z twarzy podobni zupełnie do nikogo, zadziwiają całe otoczenie niesamowitym powodzeniem u płci przeciwnej. Chcą mieć randkę? To ją mają, prawie że na pstryknięcie palcami. W sumie to wygląda, że nawet się specjalnie nie starają, ot, wychodzą, trzepną rzęsą i jest. Ale to niezupełnie wielbicieli nie bierze się z przypadku. Naprawdę bardzo atrakcyjni ludzie nie muszą robić nic, bo wystarczy że są, i fanklub działa, tak osoby, nazwijmy je piękne w sposób nieoczywisty, muszą na swoje powodzenie w pewnym sensie zapracować. Tyle że nie chodzi tu o jakieś wyrachowane sztuczki, a po prostu o dbałość o swoje wnętrze, jakkolwiek banalnie to zabrzmi. Kobiety z kategorii „co oni w niej widzą?” to zazwyczaj kobiety po prostu fajne. To, czego poskąpiła im natura, nadrabiają osobowością. Są dowcipne, uśmiechnięte, charakterne, życzliwie nastawione do świata, lubią sam charakter nie zawsze wystarcza, by wzbudzić pożądanie, dlatego „szczęściary” pamiętają o kwestiach tak ducha, jak i ciała. Nie smęcą, że nogi jak balerony, lecz koncentrują się na tym, co mają ładnego. Czują swoją kobiecość i potrafią ją smacznie wyeksponować. Potrafią flirtować. Są pewne siebie, czują się atrakcyjne i właśnie tak odbiera je otoczenie, że są warte grzechu. Wciąż pamiętając, że uroda to skuteczny wabik, ale samą aparycją rozpala się głównie lędźwie, a nie głębsze uczucia. Jest taka reklama pewnego dezodorantu, po co ci sześciopak, gdy masz „to coś” swojego? I choć to kolejny banał, w sumie właśnie do tego się to sprowadza. Ona wyróżnia się z tłumu i zamiast płakać nad brakiem talii osy pokazuje światu piękne usta, świetnie opowiada dowcipy i jest mistrzynią gry w szachy. I ta specyficzna „emanacja” sprawia, że faceci uderzą do niej, a nie do koleżanek, które może ładniejsze i zgrabniejsze, ale ciągle męczą bułę, że są grube, że rozstępy, faceci tylko o jednym i w ogóle to cały ten świat jest durny. Więc koniec końców uroda jest ważna, ale na dłuższą metę wygrywa charakter. No, chyba że dla kogoś jedynym priorytetem jest ładna chcę i nie potrzebujęSzczególnym przypadkiem braku szczęścia w miłości są „kobiety sukcesu”. Ileż to się słyszy, jak to one nie mogą sobie ułożyć życia osobistego, bo świat najwyraźniej nie jest gotowy na ich obecność. Może nie tyle świat, co jego męska połowa, która silnych, niezależnych kobiet zwyczajnie się boi, więc unika ich, dając do zrozumienia, że na wspólne życie i pożycie nadają się wyłącznie ciemiężone ofiary patriarchatu, bez świadomości osobistej, za to z pełną uległością wobec jednostek plemnikododatnich. Tym z karierą i ambicjami zostają koty oraz butelki wina wypijane w samotności, ewentualnie w towarzystwie im podobnych kobiet, które wyprzedziły swoją się jednak składa, że szczęśliwe związki legalne i nielegalne nie są domeną wyłącznie niepostępowych sierotek, co to godzą się na męską dominację. Te z sukcesami także znajdują miłość swojego życia i na brak zainteresowania ze strony płci przeciwnej nie narzekają, nawet gdy zalotnik ma już świadomość, iż wybranka zarabia i spełnia się na wszelkie możliwe sposoby. I nie muszą przy tym udawać słodkich idiotek, by połechtać męskie owych kobiet sukcesu polega najczęściej na tym, że już na wstępie wysyłają one bardzo czytelny komunikat: jestem tak samowystarczalna, że faceta nie potrzebuję. Nierzadko podkreślając przy tym, że w zasadzie ród męski to samo zło i kobiety nic dobrego ze strony samca spotkać nie może, zatem profilaktycznie samca pod but wziąć należy i na każdym kroku udowadniać, że chłop zbędny jest, nic nie umie, na niczym się nie zna, a Kopernik była kobietą. Powstaje więc sprzeczny komunikat, bo niby ona chce kogoś poznać, ale tak naprawdę to nie chce, bo facetami szczerze gardzi. A to odstrasza bardziej, niż wizytówka z napisem „dyrektor generalny”.Seria pierwszych randekChyba nie ma zbyt wielu osób, które na pierwszą randkę wyruszają bez żadnej spinki. Większość w mniejszym czy większym stopniu jakoś się tym wydarzeniem stresuje i w efekcie spotkanie zapoznawcze może przemienić się w katastrofę. Czasami tak wielką, że drugiej randki po prostu nie ma. Co gorsza, ten scenariusz powtarza się prawie za każdym razem – jest zainteresowanie, nieśmiały podryw, wymiana telefonów, wspólny wypad na kawę i nagle koniec, drugi raz telefon już nie dzwoni. No fatum jakieś. No co jest, że znowu klęska?A za klęską zwykle stoją fałszywie wyciągane wnioski. Raz czy dwa mogło zwyczajnie nie zaiskrzyć, przy długiej serii błąd najprawdopodobniej tkwi w samym zachowaniu. Nie w „pewnie to przez mój tyłek” czy „faceci to jednak świnie”. Raczej w sygnałach, które nie zachęcają do kontynuowania znajomości, choć w pierwszej chwili wydawało się to znakomitym pomysłem. Kobiety, którym seryjnie nie udaje się podtrzymać zainteresowania swoją osobą, są przeważnie albo zbyt roszczeniowe, albo wieje od nich desperacją, albo są, no cóż, naprawdę przeraźliwie nudne. Bądź sądzą, że dobry wygląd załatwi całą resztę i niech to on się się, starajNiektóre kobiety hasło „nie możesz być za łatwa” bardzo biorą sobie do serca i traktują śmiertelnie poważnie. Nie możesz do takiej po prostu podejść. O nie, to by było za łatwe. Szanująca się kobieta, niczym królowa, zgody na audiencje rozdaje ostrożnie, by każdy pojął, jaki to zaszczyt. Dopuszczenie przed oblicze mają nieliczni wybrańcy, ci, który świetnie rokują, ale wystarczy jedno słowo nie tak, i koniec, posłuchanie skończone. Żadnych wyjaśnień. Bo nie, królowa nie musi się z niczego tłumaczyć. W ogóle to ciesz się, że nie było słowy, randka jest aktem łaski. Nie ma przychylnych uśmiechów, jest przyjmowanie zasłużonych przecież hołdów. Pod nogi rzucane są kolejne kłody, byle nie było cienia podejrzenia o „łatwość”. Trzeba się cenić, co nie? Co dzieje się dalej, łatwo sobie wyobrazić. Zostają wyłącznie desperaci, którzy tak pragną tej kobiety, że są gotowi na największe upokorzenia, byle nie odejść z kwitkiem. Dokładnie tak samo działa to w drugą stronę. Facet zgrywa, za przeproszeniem, najgorszego ch…, bo przecież dziewczyny nie lubią miłych frajerów, za to gustują w brutalach i tak się trzeba zaprezentować szerokiej publiczności. Albo chociaż grać totalnie niedostępnego, zblazowanego rebelianta, który co weekend ma inną dupencję i ty co najwyżej możesz być kolejna na liście. Ależ nie ma za w złą tarczęNiepowodzenia w miłości bywają też efektem porywania się z motyką na słońce. Może zabrzmi to nieprzyjemnie, ale w kwestiach damsko-męskich warto mierzyć siły na zamiary. Marzy się prawdziwy książę? Spoko, nie ma co zadowalać się byle kim, lecz warto pamiętać o jednym – druga strona ma dokładnie takie same oczekiwania. Dziewczyna, która coś sobą reprezentuje, nie zechce związać się z kolesiem, co jeszcze nigdy w życiu nie miał stałej pracy i jedyne co w życiu przeczytał, to etykieta na butelce piwa. Trudno się więc spodziewać, by u przystojnego weterynarza z szerokimi horyzontami miała szanse mało urodziwa dziewczyna, która otwiera usta wyłącznie po to, by głupio zachichotać. O tym się właśnie często zapomina, że „zasługuję na wszystko, co najlepsze” to tylko jedna strona medalu, na drugiej stoi, że musisz też dać coś od rzecz, to źle określony target. Pewnie, że nie znajdzie się szczęścia w towarzystwie beztroskich imprezowiczów, jeśli marzy się o spokojnym ojcu dla swoich dzieci. Tak jak nie trafi się na uroczego awanturnika oferującego randki pełne adrenaliny obracając się w gronie poważnych entomologów, dla których największe emocje to obserwacja drugiej strony, pech w miłości potęguje przekonanie, że ukochanego czy ukochaną da się zmienić, jeśli tylko będzie się odpowiednio mocno starało. To się zdarza, ale podchodzenie do każdej znajomości z takim nastawieniem jest proszeniem się o kłopoty. Easy rider w skórzanych spodniach nie zapragnie nagle domku na prerii. Kobieta marząca o awansie nie przeobrazi się z dnia na dzień w stateczną panią domu. Spotykanie się z osobami, które niemal we wszystkim mają inne poglądy, to prosta droga do rozczarowania. A niestety, to dość częste, że ci nieszczęśliwi w miłości jakby celowo wybierali sobie obiekty westchnień z zupełnie innego świata i potem jest płacz, że on/ona nie chce się przeprowadzić do nowej, kontrastowej mnie zostawił…Szczęście w miłości to nie tylko ilość fanów. To także, a może przede wszystkim, jakość związków. Z czym bywa jeszcze gorzej, bo zwrócić na siebie uwagę to w sumie nie jest jeszcze takie trudne, lecz zatrzymać kogoś i stworzyć z nim udaną parę, to już wyższa szkoła jazdy. I dlaczego jednym się to udaje, a innym nie? Można mieć szalone powodzenie i zmieniać partnerów jak rękawiczki, ale to niczego nie zmienia, każdy następny też jest do bani. Odchodzi bez słowa po kilku tygodniach albo się to ciągnie, ale nijak się w tym dopatrzyć nie można choćby cienia tym polu dochodzi do wciąż zaskakujących odkryć. Dlaczego ona, dla której głowę straciło pół miasta, zawsze trafia na jakiegoś patafiana, przez którego płacze długimi miesiącami? Dlaczego on, mając na wyciągnięcie ręki najfajniejsze dziewczyny, oddaje swoje jakże męskie ramię bezdennie durnej flądrze, która go zdradza i/lub wyciąga kasę?Najprościej oczywiście złożyć wszystko na karb wrednej drugiej płci. Ale znowu, to tylko część prawdy. Los związku nie leży przecież tylko w rękach tej drugiej osoby. O ile jedną czy dwie wpadki z człowiekiem niższej kategorii można rozpatrywać jako nieszczęśliwy wypadek, tak pasmo miłosnych porażek ma drugie dno. Partnerzy zachowują się podle, bo się im na to pozwala. Jasne, łatwo się mądrzyć „na zimno”, człowiek w miłosnej euforii nie zawsze umie działać racjonalnie i odciąć się od toksycznej połówki. Ten ktoś jest jak tlen, krąży w naszych żyłach, nijak się od tego uwolnić, bo człowiek sądzi, że jak dojdzie do rozstania, to serce stanie, pęknie, rozsypie się na miliony kawałeczków. Fakty są jednak bezlitosne – jeśli za poważne faule nie dajesz czerwonej albo chociaż żółtej kartki, możesz mieć pewność, że gra się zaostrzy i skończysz z poważną do siebieStare, trywialne prawdy znają wszyscy. Ale nie wszyscy je rozumieją. Jako ludzie lubimy przekraczać granice i zagarniać dla siebie jak najwięcej. Co ma dobre strony, bo człowiek się rozwija, ale i złe, jeśli przy okazji z czyjegoś ogródka zabiera się cokolwiek za dużo. Kto nie reaguje na taką politykę rabunkową od razu, traci wskutek fałszywie pojmowanej gościnności. Pozwalanie na wszystko, żeby nie zrazić do siebie, zawsze kończy się konkluzją, jak to ludzie nie doceniają prawdziwego poświęcenia. A to nie tak. Kiedy ktoś się sam wykłada na tacy, to go zjedzą, pomlaskają, że pycha i tyle, pójdą szukać nowego, smakowitszego kąska. Jak w markecie – na promocji nie dostaje się od razu kilograma szynki, ale maleńki kawałeczek, żeby narobić apetytu, za więcej trzeba błąd, że nie zawiesza się poprzeczki dostatecznie wysoko, niekoniecznie idzie w parze z fizyczną atrakcyjnością, jak często zwykło się sądzić. Tak, mało atrakcyjnym dziewczynom zdarza się szybkie wskakiwanie do łóżka i bycie na każde skinienie, bo sądzą one, że to jedyne, co mają do zaoferowania. Ale tym ładnym również podobna ścieżka nie jest obca. Na początku zdają się niedostępne, to wrażenie jednak pryska, gdy jest już „po”. Nagle obniżają standardy i dają się sprowadzić do pozycji materaca. Albo przemieniają seks w walutę i reagują fochem na byle przewinę wysyłając na kanapę, co w końcu zirytuje nawet największego amatora ich wdzięków. I to często tłumaczy, dlaczego ta szara myszka promienieje, a jej piękna koleżanka wprost przeciwnie – ta pierwsza wymaga dla siebie szacunku, druga tylko udaje, że wysoko się ceni. Lub inaczej – tej brzydszej nie dlatego się nie udaje, bo nie jest dość ładna, ale dlatego, że pozwala, by kompleksy wzięły górę i sprowadziły ją do roli na loteriiW starym dowcipie Icek skarży się Bogu, że Aaron i Samuel wygrali na loterii, a on modli się, modli i nic, na co Bóg odpowiada: ty daj mi szansę, wreszcie kup ten los!Podobnie jest właśnie z tym szczęściem w miłości. Narzeka się na podłość losu, ale jednocześnie siedzi się z założonymi rękami zamiast chwytać okazję. Nie, nie że każdą, która nawinie się pod rękę. Ale bez otwartości na nowe możliwości raczej niewiele się zdziała. Wiele gorących romansów zaczęło się totalnie od przypadku. Gdzieś w najzwyczajniejszych okolicznościach, zupełnie z zaskoczenia, gdy nie miało się perfekcyjnej fryzury i tej szałowej kiecki. Nieważne, grunt, że dało się tej znajomości zielone światło. Takie proste…
Врቬтεճըጻиζ գυπо
Екрιфуглиፏ υሆецуцυሧαζ
Θкт ንефըгο
Stwierdził, że nie zniesie więcej tych awantur i jej wiecznie skwaszonej miny. Odszedł. - Chciałam mieć dziecko, dom i rodzinę. Patrzyłam na swoje koleżanki, którym udało się zbudować związki i pytałam, dlaczego nie mam szczęścia w miłości. Myślałam, że to jakaś rodzinna klątwa, karma, kara za grzechy przodków - mówi
Data utworzenia: 18 kwietnia 2008, 0:00. Na brak zainteresowania wśród kobiet Kuba Wesołowski nigdy nie mógł narzekać. I nie ma się czemu dziwić. Jest przystojny, inteligentny i popularny. Choć był już związany z takimi pięknościami jak Kasia Sowińska czy aktorka Weronika Książkiewicz, żadna nie zawróciła mu w głowie Co jest przyczyną złej passy Igora z "Na Wspólnej"? Mówi się, że częściowo jego chłopięcy charakter. Gdy był w związku z piękną Sowińską, ta narzekała, że Kuba nie myśli poważnie o przyszłości. Do tego był bardzo zazdrosny i zaborczy. To właśnie przez te cechy ich związek się rozpadł. Lekiem na zranione serce po Kasi był dla aktora romans z koleżanką z planu Joasią Jabłczyńską, z którą spotykał się potajemnie. Ale i ten skończył się tak szybko, jak się zaczął. Jednak Kuba nie jest z tych, których miłosne porażki zniechęcają. Poznał o kilkanaście lat starszą od siebie, piękną bizneswoman - Magdę. Zakochali się w sobie bez pamięci i ponoć myśleli nawet o zaręczynach. Jednak i w tym przypadku nie wyszło. Mówiło się, że Wesołowski nie był w stanie sprostać oczekiwaniom inteligentnej, dojrzałej i dobrze sytuowanej kobiety. Dopiero gdy związał się z aktorką Weroniką Książkiewicz (27 l.), wszystko wskazywało na to, że wreszcie znalazł miłość, której szukał. Choć nieżyczliwi nie dawali im szansy, przewidując szybkie rozstanie pary, przez długi czas trudno było spotkać ich osobno. Weronika i Kuba, każdą wolną chwilę spędzali razem. Romantyczne kolacje w restauracjach, wspólne wypady do klubów - tak najchętniej spędzali czas. W końcu zamieszkali razem... Gdy jednak Kuba zaczął już zapominać o swoim fatum, nad jego związkiem pojawiły się czarne chmury. Coraz częściej między aktorską parą dochodziło do kłótni, nie mogli znaleźć wspólnego języka. Rozstali się, ponoć z powodu różnicy charakterów. I choć wciąż są widywani razem, łączy ich już tylko przyjaźń. Czy aktor znajdzie w końcu szczęście w miłości? Od jakiegoś czasu u boku Wesołowskiego często pojawia się piękna brunetka, koleżanka ze studiów. Może z nią w końcu uda się Kubie stworzyć trwały związek...
Niewiele osób, które źle się odżywiają, nie ćwiczą lub nie wysypiają się, będzie naprawdę szczęśliwymi. To coś w rodzaju prawa natury. 11. Nadużywasz alkoholu lub narkotyków. Alkohol to depresant, a biorąc narkotyki po to, by poczuć się szczęśliwym, przypominasz psa goniącego własny ogon. 12.
Ileż to razy słyszę od kobiet – „Chyba nie mam szczęścia w miłości”. Tymczasem to nie kwestia szczęścia, nieszczęścia, losu czy przeznaczenia. To kwestia pracy nad sobą. Czasem nawet terapeutycznej. Ale to naprawdę jest do zrobienia! Dziś chcę napisać o dwóch typach kobiet. Jedne nie mają w sobie wdrukowanej odpowiedzi na miłość, bo same takiej odpowiedzi nie otrzymały. Drugie szukają wokół winnych zamiast skupić się na odkrywaniu prawdziwych przyczyn problemów. Inna sprawa, że zwykle nikt nie jest bez winy. Pierwsze były kochane „bez wzajemności” (albo przynajmniej tak to we wczesnym dzieciństwie odebrały), dlatego dziś, nawet jeśli twierdzą, że w związku oczekują wzajemności, to gdy ją otrzymują, dzieje się z nimi coś niepokojącego. Drugie, również nieszczęśliwe, zrzucają odpowiedzialność na inne kobiety (należące często do grupy pierwszej), które „odebrały” im ukochanych. Natomiast rzadko skupiają się na tym, aby pomyśleć, jaką rolę one same oraz ich w pełni sprawni umysłowo partnerzy w tym układzie odegrali. Tajemnicze przyciąganie Zacznę od pewnej obserwacji. Zadziwiają mnie kobiety, które angażują się w związek z żonatym albo po prostu zajętym mężczyzną. Zadziwiają mnie nie dlatego, że pozwalają sobie na tę znajomość (po pierwsze, każdy ma prawo szukać swojego szczęścia, po drugie, czasem mniej lub bardziej głupie zauroczenie jest w stanie dopaść każdego), ale ponieważ będąc już w tej relacji, wyolbrzymiają ją, jakby znaczyła więcej niż znaczy. Z ich ust padają następujące zdania: Jest żonaty, ale tak naprawdę kocha tylko mnie. Mieszka z nią, ale to ze mną chce się spotykać i spędzać wieczory na mieście. Ma partnerkę, ale nie jest z nią szczęśliwy, skoro romansuje ze mną na fejsie. Od dawna planuje się rozwieść. Jest pewna grupa kobiet, które w tej sytuacji czują się wyróżnione. Czasem wręcz czerpią satysfakcję z takiego układu. Lubią pozostawać w roli tej niby „lepszej”, ale drugiej. Jeszcze raz podkreślam – nie piszę o dziewczynach, które zakochały się nieszczęśliwie i czują, że aktualny układ nie jest dla nich komfortowy, wiedzą, że taka sytuacja nie może trwać wiecznie, zdają sobie sprawę, że muszą zostać podjęte decyzje. Piszę o tych, które już się zaangażowały, i którym o dziwo nie jest w tym niefortunnym układzie jakoś specjalnie źle. Właściwie to nawet szczególnie nie cierpią. Odczuwają natomiast dziwny rodzaj satysfakcji, płynącej z zaistniałego układu. Nieperfidnej. Naturalnej. Zajrzyjmy głębiej Na poziomie racjonalnym taka kobieta pragnie być wreszcie tą pierwszą, jedyną dla swojego partnera, i pewnie chce, aby jak najszybciej zakończył on poprzedni związek, ale…. No właśnie. Jest „ale”. Okazuje się, że kiedy znikają przeszkody dla tego związku i zakochani są już razem, zaczynają się problemy. Różnorodne problemy w ich relacji, np. w komunikacji, w dawaniu sobie swobody, wolności, miejsca na rozwój, w nierównoległym wspieraniu się itp. Zaczęłam ten artykuł od opisu kobiety. Dziewczyny, która potrafi być najwspanialszą partnerką, najbardziej zdeterminowaną i pomagającą ukochanemu we wszystkim, dopóki z nim nie jest. Kiedy osiąga stan relaksu, swobodnego, stabilnego życia we dwoje, wbrew rozsądkowi i wszelkim oczekiwaniom zaczyna ten stan burzyć. Tak jakby jej szczęście utrzymywało się tylko w pewnym („niezdrowym”) schemacie. A mianowicie – jest jej dobrze, kiedy dąży, stara się, walczy o miłość, ale nie kiedy ją osiąga. Jest „szczęśliwa”, kiedy funkcjonuje w znanym dla siebie układzie – gdy widzi zaangażowanie i wszelkie uczucia ze strony swojego partnera, ale jednocześnie ma poczucie, że nigdy nie doświadczy ich w całości. Nigdy ów mężczyzna nie będzie z nią w pełni. Inne rodzaje niedostępności partnera Przeznaczyłam sporo miejsca na opisanie przykładu dosyć kontrowersyjnego – kobieta angażuje się w związek z zajętym mężczyzną. Ale jest jeszcze wiele innych form niedostępności partnera, które mogą być dla dziewczyny o takim typie osobowości niezwykle pociągające. Na przykład wycofywanie się mężczyzny, mała uczuciowość z jego strony, natura samotnika, depresja, uzależnienia. Ostatecznie bycie „drugą”, bycie kochanką albo nieszczęśliwie zakochaną partnerką daje kobiecie pewien rodzaj – aż trudno to tak nazwać, ale jednak – „satysfakcji”. Zwyczajnie – ona się w tym odnajduje. Poszerzyć granice szczęścia Ktoś, kto żyje w takim schemacie, szablonie, musiał go kiedyś nabyć. Jest to dla mnie niezwykle smutne. Tym bardziej że nikt sobie takiego wzoru funkcjonowania w relacji sam nie wymyślił, nie zażyczył go sobie, nie prosił o niego. Jednak stało się. Nie zamierzam dziś wracać do dzieciństwa i szukać tam potencjalnych przyczyn. Nie czas i miejsce na to. Chociaż w procesie terapii zwiększenie obszaru świadomości i poznanie przyczyn może niezmiernie pomóc. Zrozumienie ułatwia. Jednak sama wiedza niewiele daje. Tu trzeba zmiany schematu, schematu wewnętrznego, utrwalanego latami. Terapia. Plus nowe doświadczenia. Ale jaka potem wolność. Jaka przemiana. Jaka ulga. Nowe, zupełnie inne kierunki i drogi. Kobieta celowo niszcząca związki czy nieszczęśliwa dziewczyna? Bardziej niż na szukaniu przyczyn i zachęcaniu do terapii (choć to jak najbardziej), zależy mi na zwiększeniu naszej świadomości i zmianie sposobu postrzegania. A co za tym idzie, powstrzymaniu się od oceniania. Nie znaczy to jednak, że komukolwiek wolno od tak sobie rozbijać małżeństwa. Nie znaczy to również, że każdy powinien być usprawiedliwiony ze względu na swoją osobowość. Jeśli czytając ten tekst czujesz, że to o Tobie. Wszystko jest do zrobienia. Jeszcze wiele można zmienić. Jeśli nie masz takich doświadczeń, nie oceniaj, zrozum. Bądź powściągliwa, spokojna i mądra. A jeżeli to właśnie Twój związek został zagrożony przez taką kobietę, interwencje względem niej niewiele pomogą. Najbardziej liczy się relacja – Twoja z Twoim partnerem, mężem, ukochanym. Dlatego zwykle nie powołuję się na solidarność kobiet, kiedy w grę wchodzą uczucia, związek, psychika. Nieszczęścia dwa Jedna biedna wzdycha, że chciałaby wreszcie trafić na kogoś normalnego, a tu znowu trafia jej się „nieszczęśliwa miłość”, bo on zajęty albo „trudny z charakteru”. No ale będzie o niego walczyć. Chyba nigdy nie przeszło jej przez myśl, że to nie „mężczyźni jej się trafiają”, ale najzwyczajniej w świecie ona sama takich wybiera. Właśnie tacy ją pociągają. Na takie związki pozwala. Druga biedna wzdycha, że niektóre to mają tupet… Tylu wolnych facetów na świecie, a one bez skrupułów przymilają się do akurat do tych zajętych – rozbijają małżeństwo, dzieciom ojca zabierają, a jej męża. Gdyby się taka na horyzoncie nie pojawiła, wszystko byłoby w porządku. Czy na pewno? Naprawdę nikt tu nic nie miał do powiedzenia? Jedna „nie ma szczęścia w miłości” i druga „nie ma szczęścia w miłości”. Tymczasem miłość to nie loteria. Nikomu nic się nie trafia.
Dla mojego brata jedynego, życzę wszystkiego dobrego, niech nie spotyka go nic złego, i niech go nikt nie przyłapie gołego. Mało zmartwień i agresji, zero stresu i depresji, dużo sukcesów i radości, wiele szczęścia, śmiechu i miłości. Wszystkiego najlepszego.
Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź 1 2010-01-14 09:57:37 pionier Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2008-10-16 Posty: 22 Wiek: 31 Temat: Kompletny brak szczęścia w miłości Już wiele lat jestem samotny,w zasadzie to całe moje życie. A wszystkie moje znajomości kończyły się po kilku miesiącach. Kochałem tak mocno 2 razy, choć teraz gdy kilka dni temu napisała mi że nie chce dalej tego przeciągać- lecz chce byśmy zostali dla siebie kolegami, bo jak dłużej tak będzie ciągnąć to może tą znajomość stracić. Teraz czuje, że sie w niej zakochałem . Wiec przyjąłem to na "klatę" niech będzie jak chcesz- chociaż miałem ochotę do niej pojechać, pogadać, poprosić o zastanowienie już tak będzie zawsze, że jak kogoś poznam i zakocham się, to dostane kolejnego, i kolejnego kosza? Czasem sobie myślę, że nie warto szukać i starać się, lecz czuje ze moje serce potrzebuje kogoś, potrzebuje sie kimś opiekować, dbać i kochać. Oraz kochanym być. Wtedy to ma sens, życie ma sens. Dziewczyna uparta zawsze jest coś warta! 2 Odpowiedź przez PurBlanca 3Nie trać wiary, warto wierzyć że będzie dobrze. Zresztą nie wiem ile masz lat, i jak doradzić....Ale jeśli jedno z dwojga mówi że coś jest nie tak i nie chce przedłużać związku to znak że Twoja połówka nadal gdzieś czeka na znasz ani dnia ani godziny, miłość przychodzi nie proszona, w najmniej oczekiwanych swoją zatrudniłam do pracy, przez przypadek, i nawet nie wiem kiedy się zakochałam.... To bardzo fajna historia, cudowna miłość, partnerstwo, namiętność, lecz też nie wiem jaki będzie finał naszego związku...Nikogo na siłę nie zmusisz, a zadowalać osobę która nigdy zadowolona nie będzie, chyba nie ma sensu. Bo w końcu i Ty byś zaczął się męczyć w takim związku. A tak to oboje macie jeszcze szanse na coś wyjątkowego. Na marginesie, nie wierzę w koleżeństwo byłych par. Istnieją takie znajomości lecz nie są szczere. Masz tu na forum dożo koleżanek Powodzenia "Dobrze widzi się tylko sercem" 4 Odpowiedź przez pionier 2010-01-14 18:20:44 pionier Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2008-10-16 Posty: 22 Wiek: 31 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłości Nie jest takie proste!Fajnie ze ktoś odpisał Mam 31 lat. W sumie muszę, powiedzieć ze nawet nie byliśmy parą, znałem ją od 3 miesięcy. Pod koniec października byliśmy wspólnie na weselu. Ona nie miała z kim to jej koleżanka nas poznał. pomyślałem sobie czemu nie-z nikim się nie spotykałem, no poza kontaktem telefonicznym i sms-owm z pewną dziewczyną. Lecz go zakończyłem tuż przed owym weselem. Później spotykaliśmy się, gdzieś średni raz na tydzień, wyjście do pubu, na kolacje, do kina, do wspólnych znajomych. Co dziennie ze sobą pisaliśmy ( w zasadzie to ja zawsze pisałem co u ciebie, a ona tylko odpisywała), telefony co drugi, trzeci dzień. Chciałem bardzo spędzić wspólnie sylwestra ale niestety w ten dzień pracowałem i nie było innej możliwości (myślałem by sobie załatwić L4-ale ostatecznie zrezygnowałem).Ona ten dzień spędziła w swoim domu z rodziną- miała inne zaproszenia ale z nich nie skorzystała, pewnie dlatego ze nie chciał iść sama. Kilka dni po nowym roku zaprosiłem ją na kolacje i zainicjowałem rozmowę o nas: przedstawiłem jej sytuacje ze, ją lubię i mi się podoba, ze chciałbym dalej kontynuować znajomość- dałem jej do zrozumienia ze chce by została kimś bliskim dla mnie- moją dziewczyną. Ona mi na to, ze na razie chce kontynuować znajomość ale na stopie koleżeńskiej. Powiedziała ze potrzebuje czasu by sobie poukładać w głowie pewne swoje sprawy. Wiosna 2009 roku zerwała zaręczyny, niebawem miała mieć nie wiem kiedy nie pytałem a ona nie mówiła-wspomniała tylko ze się wyprowadziła, oddała pierścionek i od tamtej chwili nawet słowa przeprosin nie usłyszała. Na co dzień jest kobietą (ma 27lat) zawsze uśmiechnięta, pełna życia, ale widziałem ze cierpi, ze coś ją trapi. Powiem szczerze że nawet się do niej nie przytuliłem (nie licząc tańca), nawet nie pocałowałem-choć oj bardzo. Ale traktowałem tą znajomość poważnie dlatego czekałem na odpowiednią chwilę, klimat. Może dlatego, że byłem taki ostrożny!? kto wie!Przypadkiem dowiedziałem się tylko właśnie od tej koleżanki zresztą naszej wspólnej ze ona bardzo cierpi po rozstaniu, i przyżekła sobie ze nigdy nie będzie się starała, pierwsza o faceta. Bo popełniła w życiu to tak dokładnie nie brzmi ale coś w tym że nie należy się poddawać, ale już sobie myślałem,ze znalazłem miłość w swoim życiu- postanowiłem ze będę delikatny i czuły, nie będę nachalny, na wszystko przyjdzie czas. A tu nawet nie wiem jak całuje, nie znam smaku jej dla Ciebie -neta Dziewczyna uparta zawsze jest coś warta! 5 Odpowiedź przez chill-out 2010-01-14 19:20:20 chill-out Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-11-23 Posty: 229 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłości PurBlanca <3 napisał/a:No ale wiesz najlepszy lek to warto poczekac na tą prawdziwą miłość, na musi być odwzajemnione,żeby się ze sobą nie można czekać i czekać i czekać, aż do śmierci i nic się nie zdarzy. Nie ma żadnej pewności, że się kiedykolwiek spotka kogoś... czas to żaden lek, czas tylko przypomina o porażkach i upływającym życiu. Można się zawieść i sto razy i dalej być samemu. Niektórzy są po prostu - skazani na samotność. Czasem nagle ktoś się pojawia ....i już zostaje 6 Odpowiedź przez neta 2010-01-14 23:03:29 neta O krok od uzależnienia Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-01-11 Posty: 69 Wiek: 31 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłości Coś mi się pionier wydaje, że Ty za dużo myślisz i analizujesz, przez to się spinasz i nie jesteś naturalny. Chłopie masz już tyle lat że powinieneś rwać, kobieta się za pocałunek nie obrazi, za przytulenie tym bardziej. My to uwielbiamy i potrzebujemy, lecz jak coś się nie klei od początku to się nie sklei. Odwagi "Dobrze widzi się tylko sercem" 7 Odpowiedź przez pionier 2010-01-14 23:53:30 pionier Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2008-10-16 Posty: 22 Wiek: 31 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłości Do notaTaK czytam i stwierdzam ze pewnie masz racje, taki ze mnie gapa- tyle razy chciałem się do miej zbliżyć ale powstrzymywał mnie myśl ze sie obrazi, bałem się ze dostane z mi na niej i dalej zależy, dlatego chciałem być może zauważyła ze ze mną coś nie halo! Dziewczyna uparta zawsze jest coś warta! 8 Odpowiedź przez neta 2010-01-15 09:35:36 neta O krok od uzależnienia Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-01-11 Posty: 69 Wiek: 31 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłości Po uważnym przeczytaniu twojego postu, rozumiem tą dziewczynę. Przeżyłam coś podobnego. W czerwcu 2009 roku, rozstałam się z moim chłopakiem i naprawdę myślałam że to koniec, przypadkiem i bardzo szybko pojawił się inny, i postanowiłam spróbować. O Miłości życia chciałam zapomnieć, nawet wyjechałam na wakacje żeby nie myśleć o żadnym, jak wróciłam wypoczęta, opalona i uśmiechnięta, to na poważnie zaczęłam się spotykać z nowym chłopakiem. Nie do końca było dobrze, pojawiły sie problem, córka okazywała zazdrość, brak akceptacji z jej strony zaczął mnie zastanawiać. Ale wszyscy dookoła mówili że nie powinnam rezygnować, powinnam dać nowemu szanse... itd. Po 3 miesiącach dostałam smsa z przeprosinami od byłego, całkiem miło. Dni mojej nowej znajomości były policzone. Chodziłam ciągle zdołowana, myślałam, analizowałam, finał był taki że musiałam zostawić nową znajomość, bo zaczęłam oszukiwać jego i siebie. Nie można na siłę się zakochać. Obecnie jestem z moją miłością, przyjęłam przeprosiny i teraz jestem sobą, szczęśliwa z osobą którą kocham. Rozstanie było z powodu mojego telefonu do jego ojca, chodziło o firmę i ryzyko finansowe, mam duże doświadczenie zawodowe i jak widzę że ktoś mi bliski brnie w bagno to staram się do tego nie dopuścić. On nie słuchał, ja już od zmysłów odchodziłam więc porozmawiałam z ojcem, i wynik był taki że on i tak zrobił to co planował stawiając kolejną przeszkodę do naszego wspólnego życia, i obraził się na mnie. Ale My jak widać zawsze odnajdujemy do siebie tak mi się wydaję pionier że ta Twoja znajomość ma w głowie byłego faceta... A Ty być może jesteś tylko lekiem na ból jaki pozostał. Jeśli Ci naprawdę zależy na niej to weź ją za rękę i porozmawiaj z nią o przeszłości. Jak będzie kręcić, to znak że nie masz szans, a jak Ci wyzna szczerze że nie zapomniała o nim to staraj się jej pomóc. Każdy powinien się starać, nie tylko chłopak. Nie można tak do życia podchodzić, on mnie skrzywdził to teraz następny niech tańczy na rzęsach żebym go pokochała, bo nawet jak piruety będziesz na tych rzęsach robił to i tak z jej podejściem nic z tego nie będzie. Zrobisz jak uważasz "Dobrze widzi się tylko sercem" 9 Odpowiedź przez pionier 2010-01-15 12:43:19 pionier Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2008-10-16 Posty: 22 Wiek: 31 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłości neta napisał/a:Jeśli Ci naprawdę zależy na niej to weź ją za rękę i porozmawiaj z nią o przeszłości. Jak będzie kręcić, to znak że nie masz szans, a jak Ci wyzna szczerze że nie zapomniała o nim to staraj się jej pomóc. Każdy powinien się starać, nie tylko chłopak. Nie można tak do życia podchodzić, on mnie skrzywdził to teraz następny niech tańczy na rzęsach żebym go pokochała, bo nawet jak piruety będziesz na tych rzęsach robił to i tak z jej podejściem nic z tego nie będzie. Zrobisz jak uważasz Wiesz neta naprawdę podniosłaś mnie na duchu. Na pewno warto o nią walczyć i zrobię to- jeszcze nie wiem jak ale zrobię to. Wczoraj wieczorem i dziś nad ranem tak sobie myślałem żeby ją zaprosić na bal karnawałowy u mnie w pracy organizują pod koniec stycznia!- zresztą i wcześniej myślałem aby jej to zaproponować lecz od tygodnia się nie widzieliśmy, a chciałem ją zaprosić osobiście. A tu dostałem takiego sms-a, i nie wiem czy w takiej sytuacji wypada- chyba nie. Lepiej będzie umówić się na spotkanie! Odczekam trochę, przemyśle. Myślę ze znajdę w okolicy fajny lokal i zaproszę ją na kolację, a wtedy porozmawiam z nią szczerze. Nie wiem czy powiedzieć jej ze się w niej zakochałem, ze mi bardzo zależy?? (nie chcę jej wystraszyć) -może doradzisz mi neta. Jeszcze ci opowiem historię z ostatniego tygodnia starego 2009roku. Po świętach gdy wróciła do pracy z domu rodzinnego to się przeziębiła, gdy zaproponowałem spotkanie i chciałem ją wyciągnąć gdzieś do pubu lub ana łyżwy to odmówiła, rozumiem to bo się źle czuła. A gdy zaproponowałem że ją odwiedzę w domu to też powiedział ze ma bałagan, ze nie chce się w takim stanie spotykać. To wtedy wpadłem na pomysł i wysłałem jej kwiaty pocztą kwiatową, nie były to róże ale bukiet był śliczny-nazywał się "myślę o tobie" ( chciałem też maskotkę dorzucić do bukietu ale realizacja takiego zamówienia trwała by dłużej, a mi zależało na czasie). Gdy odebrała kwiaty to po godzince do mnie zadzwoniła z podziękowaniami ze są piękne, dziękowała ze jej zrobiłem naprawdę cudowny prezent i czuje się lepiej, powiedziała ze po raz pierwszy w życiu otrzymała w ten sposób kwiaty, i nie spodziewała się po mnie ze tak zrobię, zaskoczyłem ja bardzo miło. Poczułem się w tedy miło. Ale na sylwestra wyjechała do rodziny i tam go spędziła, dzwoniłem do niej z życzeniami wieczorem 31, dlatego wieczorem bo później byłem w pracy. I później przez trzy dni się nie odzywała, ani sms-a ani telefonu, coś mnie niepokoiło ale pomyślałem ze jest z rodzina to ma inne sprawy-co jej będę głowę zawracał. Po tych kilku dniach się odezwałem i zaproponowałem spotkanie zgodziła się. Pisałem już o nim wcześniej w pierwszych postach. W niedziele do mnie dzwoniła i chciała mnie zaprosić abyśmy razem poszli popatrzeć na "światełko do nieba" bo było o 20, lecz mnie nie było wmieście byłem 200km dalej ponieważ miałem zjazd na uczelni- przeprosiłem ze nie mogę być, pogadaliśmy sobie. To był ostatni tel od niej. W wtorek jej napisałem sms-a przed południem co u niej, jak się ma! A wieczorem dostałem odpowiedź: "że ok wszystko, no i że przemyślała naszą ostatnią rozmowę podczas spotkania, nie chce cie oszukiwać jestem fajnym kolegą i niech tak zostanie bo czym dalej to mogą tą znajomość stracić".Odpisałem jej po godzinie że rozumiem będzie jak chce, i że dziękuje za szczerość z jej strony. Że odezwę się kiedyś za jakiś kobiety inaczej odbieracie i czujecie. Neta - to głupie pewnie ale Może coś zrobiłem nie tak-może czegoś nie zrobiłem- ale nie wiem. Za wszystkie rady Ci dziękuje. Dziewczyna uparta zawsze jest coś warta! 10 Odpowiedź przez neta 2010-01-15 14:51:08 neta O krok od uzależnienia Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-01-11 Posty: 69 Wiek: 31 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłości Ona na pewno jest zagubiona i nie wie czego chce. A powiedz mi czy Ty ją kochasz??I skoro sama mówi że chcę żeby to było koleżeństwo... że widzi w Tobie kolegę, to nie staraj się jej wmówić że jest inaczej. Ona Ciebie nie kocha, a to że Ty uważasz że ją kochasz to jeszcze nie świadczy, że naprawdę tak się dobrze, jak chcesz próbować to bez deklaracji, niech będzie tak jak ona chce, ale jak mam być szczera nie widzę tego związku. Przykro mi Bałagan w pokoju nie przeszkodzi jak się ma chęć ze złamaną ręką sprzątałam i układałam jak miał do mnie przyjechać chłopak na którym mi zależało, i do dziś dostaję wariacji jak mówi że przyjedzie, a to już ponad 4 lata...Ona tego chyba nie czuje, nie zależy jej. Nie dziękuj mi, tylko odpowiedz z ręką na sercu że ją kochasz? czy jest chemia? czy akceptujesz w 100%? że sprzedaż własną duszę za nią... "Dobrze widzi się tylko sercem" 11 Odpowiedź przez pionier 2010-01-15 18:44:25 pionier Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2008-10-16 Posty: 22 Wiek: 31 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłości neta napisał/a:A powiedz mi czy Ty ją kochasz??Wiem co to znaczy kochać. Kochałem w życiu dwa razy, za każdym inaczej ale tak samo mocno. Po pierwszym rozstaniu byłem przygnębiony rok może więcej- kochałem ją b. mocno. Tak się złożyło ze trafiłem na nieodpowiednie osoby dla siebie. Czy ja kocham? -Tak. Gdy ją widzę to jestem szczęśliwy, ciągle o niej myślę. Wiem że miłość nie polega tylko na czułościach i zbliżeniach. Życie przynosi nam tyle niespodzianek na co dzień, że sztuką jest sprostać wielu problemom, które niesie nam codzienne życie. Jest chemia, z mojej strony jest. Jestem pewien swojej decyzji. Poczekam na rozwój sytuacji, poukładam sobie w główce myśli. Dziewczyna uparta zawsze jest coś warta! 12 Odpowiedź przez neta 2010-01-16 09:36:22 neta O krok od uzależnienia Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-01-11 Posty: 69 Wiek: 31 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłości pionier, jeżeli tak, to bądź spontaniczny, miłość taka właśnie jest, nie planuj nie szukaj odpowiednich kawiarni, odpowiedniego dnia, okazji. Zrób coś spontanicznego, zaskocz ją, tak jak to zrobiłeś wysyłając jej kwiaty. Jak wiesz że jest w domu i nie ma planów, to jedź do niej, zadzwoń przed drzwiami powiedz że Ci zimno i czy zrobi Ci herbatę żebyś mógł się ogrzać, jak będzie mieć bałagan w domu to jej zaproponuj swoją pomoc (ale zastanów się czy chcesz kobietę na całe życie która nie potrafi dbać o czystość, później takie sprawy przeszkadzają).Chyba więcej nie pomogę, zdaj relację jak już coś wymyślisz Powodzenia "Dobrze widzi się tylko sercem" 13 Odpowiedź przez pionier 2010-01-17 23:26:12 pionier Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2008-10-16 Posty: 22 Wiek: 31 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłości Aż nie wierzę!Napisała do mnie dziś sms-a, z co tam u mnie?, czy napisałem już prace?(bo własnie pisze prace na studiach), kiedy wracam do ... miasta gdzie się czy to taki czysto koleżeński sms, czy jednak nie?Oczywiście odpisałem, a ona odpisała na kolejnego. Nie wiem już, co mam myśleć Dziewczyna uparta zawsze jest coś warta! 14 Odpowiedź przez alaclaudie 2010-01-18 00:05:01 alaclaudie Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-11-23 Posty: 4,210 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłościz przyjemnoscia przeczytalam caly watek Pionier, ciesz sie ale nie swiruj ) tak, troche spontanicznosci sie przyda! i jak sie spotkacie to sprobuj ja obiac, bacznie obserwuj reakcje. powodzenia 15 Odpowiedź przez pionier 2010-01-18 00:12:58 pionier Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2008-10-16 Posty: 22 Wiek: 31 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłości hmm, ale czy się spotkamy?Teraz to kolejny krok należy do mnie chyba? a tu w głowie pusto!! Dziewczyna uparta zawsze jest coś warta! 16 Odpowiedź przez alaclaudie 2010-01-18 00:19:30 alaclaudie Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-11-23 Posty: 4,210 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłościa dlaczego by nie?? skoro jestescie z roznych miejscowosci, to ona pyta kiedy bedziesz niedaleko, bo zawsze Ty aranzowales 1 .Ahh co to znaczy pusto?? w zeszly piatek nowy film wszedl na ekrany -zobaczce go chociazby 17 Odpowiedź przez pionier 2010-01-18 00:24:46 pionier Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2008-10-16 Posty: 22 Wiek: 31 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłości to jest dobra myśl, ale dopiero za tydzień bo muszę zostać jeszcze w rodzinnych stronach by załatwić sprawy Dziewczyna uparta zawsze jest coś warta! 18 Odpowiedź przez neta 2010-01-18 00:26:25 neta O krok od uzależnienia Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-01-11 Posty: 69 Wiek: 31 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłości pionier bo się będę straszliwie gniewać jak nie wypełnisz zaraz tej pustki w głowie szybciutko coś wymyśl, kochasz ją przecież! no chyba że..... "Dobrze widzi się tylko sercem" 19 Odpowiedź przez alaclaudie 2010-01-18 00:31:58 alaclaudie Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-11-23 Posty: 4,210 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłościoki. zeby tylko ona nie czekala tydzien na odpowiedz (zgroza). 20 Odpowiedź przez pionier 2010-01-20 23:52:00 Ostatnio edytowany przez pionier (2010-01-21 00:03:04) pionier Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2008-10-16 Posty: 22 Wiek: 31 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłości hej,W sumie jeszcze się nie spotkaliśmy ale piszemy ze sobą. Jesteśmy umówieni w następnym tygodniu na spotkanie, ona zasugerowała sama - to super nareszcie jakiś przełom lecz zastanawia mnie coś? Dziś również pisaliśmy ze sobą, ja jej co u niej i takie tam a ona odpisała "na zewnątrz to zimno brr ale dobrze ze w domku i w serduszku cieplutko-pozdrawiam" - Jak mam to rozumieć? Chyba chciała mi dac coś do zrozumienia? Albo jestem przewrażliwiony! Dziwi mnie jej zachowanie? Podczas spotkań i rozmów wydała mi sie, tak ja poznałem: jako stanowczą rozsądną kobietę, która wie czego chce w życiu- mówiła otwarcie, jako kobietę zaradną i towarzyska. A tu odpisuje w ten sposób.... nigdy tak nie odpisywała, nie rozmawialiśmy. Nie żebym tak nie spotkanie juz niedługo za kilka dni wiec czekam z utęsknieniem, na pewno zdam relacje ) Dziewczyna uparta zawsze jest coś warta! 21 Odpowiedź przez alaclaudie 2010-01-21 16:05:18 alaclaudie Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-11-23 Posty: 4,210 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłościsuper, zaczyna sie ukladac pisz, pisz co dalej 22 Odpowiedź przez safirka 2010-01-24 19:09:43 safirka Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-01-24 Posty: 5 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłościWitam:)mam 32 lata jestem samotna i kompletnie nie mam szczęscia w miłości!!!!!gdybym miała wam opisac historie mojego życia musiałabym poświęcic na to kilka myślicie istnieje coś takiego jak przeznaczenie???????Moim zdaniem nic nie dzieje się bez powodu wszystko jest po coś i czasem można o coś walczyc z całych sił i się polegnie!...wtedy trzeba się podniesc i isc dalej bo własnie byc może w dalszej wędrówce naszego życia czeka nas coś wyjatkowego.... 23 Odpowiedź przez pionier 2010-01-29 21:48:08 pionier Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2008-10-16 Posty: 22 Wiek: 31 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłości Witam minęło trochę już czasu od ostatniej wizyty na forumJa wspominałem ze umówiliśmy się, byliśmy w kawiarni a potem w kinie, było miło, może było by milej ale towarzyszyła nam jej koleżanka ale nie żałuje czasem tak bywa. Ale spotkaliśmy się jeszcze raz a dokładnie wczoraj, byłem u niej oglądaliśmy film na dvd, przytuliłem ja do siebie i tak przez cały film byliśmy wtuleni a gdy chciałem ją pocałować to odmówiła, " jeszcze nie teraz, nie jestem gotowa", nie nalegałem- wiem ze muszę dać jej czas, ale wszystko jest na dobrej drodze, myślę ze powoli zaufa mi i będziemy szczęśliwi )w niedziele wybieramy się jak pogoda dopisze na wkrótce Walentynki!! Dziewczyna uparta zawsze jest coś warta! 24 Odpowiedź przez alaclaudie 2010-01-29 22:05:35 alaclaudie Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-11-23 Posty: 4,210 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłości super Pionier!!!!!Safirka moze nie w przeznaczenie ale w prawo niespodziewajki 25 Odpowiedź przez pionier 2010-01-31 15:21:29 Ostatnio edytowany przez pionier (2010-01-31 15:24:13) pionier Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2008-10-16 Posty: 22 Wiek: 31 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłości , :(wczoraj pracowałem wiec nie mogłem się spotkać, wysłałem jej może ze trzy smsy: co u niej? i co robi?nie odpisała a dziś pisze, ze jest juz w mieszkaniu siedzi i pije kawkę z do zrozumienia ze czeka na propozycję z mojej strony, jak to jest: ja czekam na jakikolwiek sygnał od nie, jak sie ma a tu nic. A za jakiś czas pisze ze- a raczej sugeruje spotkanie! Coś ni tu "dziwnie śmierdzi", a może umawia się z dwoma! Dziewczyna uparta zawsze jest coś warta! 26 Odpowiedź przez alaclaudie 2010-01-31 15:26:27 alaclaudie Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-11-23 Posty: 4,210 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłościmoze nie koniecznie smierdzi. moze jest takim biernym typem czlowieka. jesli Ty piszesz kilka wiad. a Ona nie odp. to albo pogrywa sobie z Toba albo wydajesz sie jej Ci zycze jak najlepiej. 27 Odpowiedź przez pionier 2010-02-21 18:21:29 pionier Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2008-10-16 Posty: 22 Wiek: 31 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłości Musze się pochwalić, że jesteśmy ze sobą, Warto było być cierpliwym i warto było czekać. Jestem i zrobie wszystko aby tak było zawsze. ) Dziewczyna uparta zawsze jest coś warta! 28 Odpowiedź przez samotnyadam 2010-02-21 18:58:55 samotnyadam Netchłopak Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-11-21 Posty: 377 Wiek: 23 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłości pionier napisał/a:Musze się pochwalić, że jesteśmy ze sobą, Warto było być cierpliwym i warto było czekać. Jestem i zrobie wszystko aby tak było zawsze. )pogratulować... Ja już z cierpliwości usycham... Obecniejużniesamotny dzięki forumnetkobiety 29 Odpowiedź przez Namaluje Cie Lzami 2010-02-21 22:32:12 Namaluje Cie Lzami Netbabeczka Nieaktywny Zawód: pracownik adm-biur Zarejestrowany: 2009-04-13 Posty: 428 Wiek: 33 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłości chill-out napisał/a:PurBlanca <3 napisał/a:No ale wiesz najlepszy lek to warto poczekac na tą prawdziwą miłość, na musi być odwzajemnione,żeby się ze sobą nie można czekać i czekać i czekać, aż do śmierci i nic się nie zdarzy. Nie ma żadnej pewności, że się kiedykolwiek spotka kogoś... czas to żaden lek, czas tylko przypomina o porażkach i upływającym życiu. Można się zawieść i sto razy i dalej być samemu. Niektórzy są po prostu - skazani na sie z Toba w 100% The hard way is the best way. 30 Odpowiedź przez alaclaudie 2010-02-28 13:02:27 alaclaudie Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-11-23 Posty: 4,210 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłościPionier świetnie że się udało :):)Mam nadzieję że Twoje szczęście bedzie trwało bez końca :) 31 Odpowiedź przez pionier 2010-03-22 20:17:52 pionier Na razie czysta sympatia Nieaktywny Zarejestrowany: 2008-10-16 Posty: 22 Wiek: 31 Odp: Kompletny brak szczęścia w miłości (mam dwóch tygodni sie nie widzimy, ona ma troche swoich sprwaw z urzadzaniem mieszkania wiec mało czasu mi poświęca, nawet odpisuje i telefonuje rzadziej. Ja postanowiłem ze chwile odczekam ze "pozwole" jej zjac sie swoimi sprawami. Ale usycham z tesknoty za nia, tak myślaem zeby ja w weekend odwiedzić u niej w rodzinnym domku, zapytałem sie jej o plany na weekend a ona mi na to byśmy nasze spotkanie odłożyli na nastepny tydzień. Ok pomyślałem. W sobote dzwoni do mie co robie czy jej nie odwiedze !! a Ja juz sobie zaplanowałem weekend i byłem w swoich rodzinnych stronach, pomagałem bratu przy remoncie nie mogłem tak ot sobie przerwac pracy i do niej jechać. Mam swoje zasady i jezeli cos komuś obiecuje to tak staram sie czynić, jestem lojalny. Ona zaproponaowała dziś spotkanie lecz ja nie moge bo pracuje, mam służbe i nie moge wyjsc z pracy. Powiedziałem ze jutro moge, to znowó jej nie pasuje i tak to jest. Cholera tesknie za nią jak diabli, chciałbym jej pomuc w zakupach urzadzaniu, doradzić! lecz ona mi tego nie proponuje, zastanawiam sie czy mnie traktuje poważnie? Sadzac po telefonach to tak lecz to sie nie przekłada na realia. UF, chciałbym sie jakoś odreagować- napić sie ale nie moge. Może pójde na siłownie, to moze na zdrowie mi wyjdzie Dziewczyna uparta zawsze jest coś warta! Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Szczęście to poczucie sprawstwa. Szczęście to skupienie na tym, co ważne. Szczęście to teraźniejszość. Szczęście to pozytywne emocje. Szczęście - co sprawia, że je odczuwamy? Jeden powie, że ważne jest tutaj zdrowie, inny – że miłość, kto inny – dająca spełnienie praca. To mogą być ważne składowe szczęścia
Nie ma z tobą nic złego – ale może być problem z twoim zdjęciem profilowym, twoim profilem, twoim stylem rozmowy lub możesz szczekać niewłaściwą spódnicę. Może to zdjęcie z twoim mieczem świetlnym nie przyciąga zbyt wiele pozytywnej uwagi. Niech dziewczyna, którą znasz, a nawet twoja siostra, wybierze sobie zabawne zdjęcie, które pokazuje trochę akcji i osobowości. Jeśli korzystasz z kamery internetowej, jesteś na antenie! Musisz wyglądać na ożywioną i dość modną. Usiądź, uśmiechnij się, uczesz włosy i załóż porządną koszulę. Zawsze patrzysz na profile dziewczyn, ale poświęć trochę czasu na zapoznanie się z profilami niektórych facetów, którzy wydają się przyciągać kobiety. Przeczytaj ich profile i urozmaicić swój trochę rzeczami, których się uczysz. Bądź dobrym rozmówcą, bądź animowany i dodawaj wiele interesujących szczegółów do swoich czatów. Robisz mnóstwo fajnych rzeczy – rozmawiaj o nich w zabawny sposób. Nie udzielaj krótkich, nudnych odpowiedzi ani nie zadawaj tych samych starych pytań. Co najważniejsze, szukaj takich dziewczyn, które mogą być tobą zainteresowane, nawet jeśli nie sądzisz, że będziesz nimi zainteresowany. Poszukaj nieoszlifowanego diamentu, który może nie mieć najbardziej błyszczącego lub najciekawszego profilu. Poszukaj dziewczyny, która wygląda na to, że może też nie mieć szczęścia w Internecie. Może oboje macie trochę nieśmiałości, żeby to przezwyciężyć. Znajdź kilka „praktykujących” dziewczyn. Nie łam im serc, ale używaj siebie nawzajem, aby dopracować swój styl i osobowość online. Nawet jeśli związek nigdzie się nie rozwija, zdobędziesz przydatne doświadczenie. Ale nie zdziw się, jeśli znajdziesz przyjaciela, z którym chcesz się spotkać na randce. Jesteś sfrustrowany, ponieważ czarujące panienki cię nie doceniają, ale czy nie lekceważysz dziewczyn z „drugiego poziomu”? Jest wiele księżniczek o ciepłych sercach, gorących ciałach i kochających ramionach chowających się za okularami i złą fryzurą. Gdy zdobędziesz kilka sukcesów za pasem, cały proces stanie się znacznie łatwiejszy i bardziej naturalny. Idź zdobyć ich!
HISTORIE „Mam 4 dzieci z 3 różnymi facetami. Ludzie niesłusznie mnie oceniają. Ja po prostu nie mam szczęścia w miłości”
"Wiele osób nie wierzy, że ja, taki facet, jestem sam. Dobrze wyglądający, zaradny, z pasjami" — pisze w swoim liście Sławek, któremu od wielu lat nie szczęści się w miłości. Sławek jest rozczarowany i zniechęcony, bo w swoje związki wkładał dużo energii, a ostatecznie był porzucany. Jaki jest powód jego niepowodzeń? "Znajoma radziła mi iść do egzorcysty. Druga powiedziała, że mam przechlapane i tylko szeptucha może mi pomóc" — pisze Sławek "Zdecydowanie odradzam spotkania z egzorcystą, szeptuchą, czy odprawianie magicznych rytuałów. Choć nie są one groźne, często sprawiają, że zaczynamy wierzyć w tajemną moc, a nie w siebie i w to, że to od nas wszystko zależy" — zauważa psycholożka Katarzyna Kucewicz "Niepowodzenia miłosne ciągnące się za nami od lat często z czegoś wynikają. Nie z tego, że ktoś rzucił na nas urok czy klątwę, tylko z naszego podejścia do miłości" — tłumaczy ekspertka Więcej porad znajdziesz na stronie głównej Tekst został opublikowany w ramach cyklu "Sympatia radzi", w którym wraz z psychologami udzielamy porad związanych z relacjami i miłością. Oto list Sławka*: Niedługo kończę 43 lata. Szukam poważnego związku od 18 lat i nie wiem, czy można mi jeszcze pomóc. Wiele osób nie wierzy, że ja, taki facet, jestem sam. Dobrze wyglądający, zaradny, z pasjami, z wykształcenia jestem magistrem inżynierem. Problem jest taki, że jak napiszę w Sympatii do ładnej ze zdjęcia dziewczyny (nie to, że musi być modelka), to praktycznie nikt nie odpisuje, tak jakby coś je powstrzymywało. Dziwne jest to, że do tej pory byłem w związkach, gdzie większość dziewczyn nie miała ojców. Jedna z nich sypiała rok z mężem przyjaciółki, inna na swojego brata nasłała kumpli i tak go pobili, że wylądował w szpitalu. Jeszcze innej pomogłem skończyć studia, bo ani matka, ani ojciec nie chcieli dać jej na to pieniędzy. I co na to moja była? Powiedziała na koniec, że nie jestem taki, jak jej ojciec, nie mam takiej pewności siebie. Szkoda gadać. Jedna znajoma radziła mi iść do egzorcysty. Druga powiedziała, że mam przechlapane i tylko szeptucha może mi pomóc. Byłem u pani, która jest psychologiem i zajmuje się, jak to mówi, naprawianiem małżeństw i ludzi, ale u mnie stwierdziła tylko dużą wrażliwość. Naprawdę nie wiem, czy ktoś może mi pomóc. Z góry dziękuję, Piotrek. Odpowiedź psycholożki Katarzyny Kucewicz: Panie Sławku, czytając Pana list wyobrażam sobie, jak duże jest Pana zniechęcenie i rozczarowanie poprzednimi relacjami. Nie były one udane i niestety zaważyły na tym, jak dzisiaj postrzega Pan związki i miłość, jakie ma Pan podejście do kobiet. Kiedy mamy na koncie wiele nieudanych relacji, zaczynamy się zniechęcać i nabierać przekonania, że już nic dobrego nie czeka nas w przyszłości. Zaczynamy także sądzić, że skoro poznaliśmy tyle kobiet i nie udało się nam stworzyć rodziny, to kolejne relacje też nie będą udane i pewnie znowu zostaniemy z niczym, bo nie mamy do kobiet szczęścia. Faktycznie te historie spowodowały to, że dzisiaj jest Pan rozczarowany — wkładał Pan dużo energii w związki, a ostatecznie i tak był porzucany. Proszę jednak nie popełnić błędu logicznego — to, że poprzednie relacje nie były właściwe, nie znaczy, że kolejne również takie będą. Każda znajomość to nowy start, nowa droga do pokonania, nowa historia, którą piszecie oboje. To przede wszystkim nowa osoba w Pana życiu, która zawsze jest inna od poprzednich. Kiedy szufladkujemy wszystkie kobiety, że są niedojrzałe, infantylne czy roszczeniowe, zaczynamy sabotować relacje, czyli robić wszystko, żeby sobie udowodnić, że i tak nic z tego nie wyjdzie. Najlepsze, co może Pan dla siebie zrobić, to uzbroić się w cierpliwość i zmienić swoje nastawienie na pozytywne i pełne zaciekawienia. Poczuć większe sprawstwo w budowaniu relacji. Kiedy myślimy w taki sposób: "coś powstrzymuje kobiety, nie mam szczęścia, tylko szeptucha mi pomoże", to zaczynamy wierzyć w to, że wisi nad nami jakieś fatum, że los nam nie sprzyja, że krąży wokół nas zła energia. Wierzenie w siły wyższe, które krzyżują nam plany, sprawia, że czujemy się bezradni i bezwolni. W efekcie bardzo nas to osłabia. Dlatego zdecydowanie odradzam spotkania z egzorcystą, szeptuchą, czy odprawianie magicznych rytuałów. Choć nie są one groźne, często sprawiają, że zaczynamy wierzyć w tajemną moc, a nie w siebie i w to, że to od nas wszystko zależy i to nasze zachowanie musimy zmienić, przearanżować, aby odnieść sukces na polu matrymonialnym. Jeśli od kilkunastu lat relacje nam nie wychodzą, to prawdopodobnie popełniamy potężny błąd już na samym początku. Jaki to błąd? Warto, żeby porozmawiał Pan dalej z psycholożką, która na kolejnych sesjach (zwykle powinno być ich co najmniej kilka, kilkanaście) spróbuje odszukać w panu nieadaptacyjne schematy zachowań i wskaże, gdzie może tkwić sedno problemu. Czasami chodzi o to, jakie kobiety wybieramy. Jeśli naszym kryterium jest wyłącznie powierzchowność — rozczarowań spotykamy wiele. Jeśli nie zwracamy w ogóle uwagi na opis i kierujemy się "chemią", "przyciąganiem" — także. Często ludzie zachwycają się czyimś urokiem do tego stopnia, że przestają zwracać uwagę na inne atrybuty, które wychodzą na jaw dopiero po czasie. A warto, podchodząc poważnie do randkowania, nie tylko patrzeć, ale i słuchać tego, co mówi do nas wybranka. Ciąg dalszy tekstu pod materiałem wideo... Napisał Pan o tym, że psycholog zauważyła Pana wrażliwość. To bardzo ważna informacja, którą warto zgłębić. Może ona oznaczać wiele — wrażliwość czasami jest związana z naszą nadreaktywnością i wymaga pracy nad sobą. Czasem oznacza, że jesteśmy wysoko wrażliwi i potrzebujemy bardzo konkretnych cech partnera, żeby czuć się z nim bezpiecznie (wtedy dobrze sobie te cechy uzmysłowić). Wrażliwość może też oznaczać, że łatwo się zakochujemy i mamy w sobie wielkie pragnienie miłości, tak wielkie, że kiedy ona przychodzi, zatapiamy się i nie jesteśmy w stanie racjonalnie oceniać sytuacji. Jeśli to ostatnie pasuje do Pana, to pocieszę, że terapia może tu bardzo pomóc — pomóc podreperować poczucie własnej wartości, które często sprawia, że w miłości tracimy rozsądek i samych siebie. To ważne, by odpowiednio formułował Pan swoje wiadomości do kobiet w Sympatii — w duchu zaciekawienia, optymizmu i uśmiechu. Kiedy piszemy do kogoś, mając z tylu głowy przekonanie, że i tak nikt nam nie odpisze, że wszystko to na nic, to nasz list brzmi drętwo, nieciekawie, a czasem nawet nieprzyjemnie i arogancko. Zastanawia się Pan, dlaczego kobiety, które Pan poznawał, zawsze miały jakiś problem z ojcem. Czy to przypadek, że przyciąga Pan wybranki mające poczucie deficytu w tych relacjach? Prawdopodobnie nie. Sądzę, że może być to związane z tym, jakie komunikaty Pan do tych kobiet wysyła — być może duża opiekuńczość i troska sprawiają, że przyciąga Pan kobiety, które lubią, jak ktoś się nimi zajmuje i opiekuje, trochę jak dziećmi. Niestety nierzadko idzie to w parze z pewną niedojrzałością emocjonalną i tu może już być kłopot — bo przecież w związku chciałoby się być z dojrzałą kobietą, która odwzajemnia miłość i też troszczy się o drugą stronę. Jeśli nie chce Pan tworzyć relacji opartej na tym, że Pan jest swojego rodzaju figurą zastępczego taty, który wyłącznie się troszczy i opiekuje, a wolałby Pan partnerstwo, to ważne, by zmienił Pan narrację i sposób postępowania w relacjach. Czyli miał pewne oczekiwania, nie doradzał na każdym kroku, pytał o zdanie, także prosił o pomoc (nie tylko ją oferował) i traktował kobietę na równi ze sobą, a nie w sposób pouczający i protekcjonalny (bardzo często nadmiarowa opiekuńczość idzie z tym w parze). Tak jak wspominałam, niepowodzenia miłosne ciągnące się za nami od lat często z czegoś wynikają. Nie z tego, że ktoś rzucił na nas urok czy klątwę, tylko z naszego podejścia do miłości. Trudno mi określić, jak to jest u Pana, musiałabym głębiej poznać całą Pana historię, ale być może Pana podejście zaprzecza Pana pragnieniom. Czasami jest tak, że chcemy związku, ale tak naprawdę w naszym życiu nie ma miejsca na relację — bo mamy swoje przyzwyczajenia, swoje pasje, swoje sprawy i tak z jednej strony — chcemy romansu, a z drugiej — jest nam dobrze w naszym bezpiecznym świecie singla. Warto zadać sobie przekorne pytanie: "Dlaczego nie chcę być w związku?" Pierwsza reakcja to zawsze zawołanie: "Ale ja chcę być w związku!" Mimo to, proszę zapytać siebie, dlaczego jakaś część Pana osobowości NIE CHCE relacji. Czasami człowiek zarzeka się, że chce miłości, tak czuje, ale jak zaczyna się zastanawiać, to przychodzą mu do głowy różne myśli, np. "Nie chcę, bo boję się upokorzenia, nie zniosę porzucenia, nie chcę być oszukany, nie chcę cierpieć, wolę być sam". Dochodząc do tego, dlaczego nie chcemy być w związku, zaczynamy siebie lepiej rozumieć i lepiej się o samych siebie troszczyć. Troszczyć, czyli na przykład stosować wobec siebie uważną narrację afirmacyjną w rodzaju: "Boję się odrzucenia, ale chcę dać sobie szansę, nie będę unikał miłości". Nawiasem mówiąc, zachęcam Pana do stosowania pokrzepiających afirmacji, czyli myślenia różnych myśli o charakterze wdzięczności i doceniania tego, co Pan posiada. Wszystko po to, by nie zalewały Pana ponure myśli o samotności, bo one są ciężkim bagażem na plecach, kiedy poszukuje się miłości. Joanna Godecka — psychoterapeutka, coach, trenerka, prowadząca Gabinet Psychoterapii INSIDE YOU. Ekspert i doradca w sprawach relacji. Autorka książek, "Miłość na celowniku", "Nie odkładaj życia na później" czy "Przestań się zamartwiać". Członek Polskiego Stowarzyszenia Terapeutów TSR. Gdzie znajduje się małżonków we współczesnej Polsce? [INFOGRAFIKA] - Polska Grupa Infograficzna / Źródło:
Zapytana, dlaczego na to się godziła, odpowiada:-Przede wszystkim dla Marcelki. Bo w końcu to jej ojciec, nie chciałam, by wychowywała się w rozbitej rodzinie – urywa na chwilę, aby zebrać myśli, po czym dodaje: – Poza tym ja naprawdę go kochałam i cały czas go usprawiedliwiałam. Zawsze szukałam winy we mnie, co było po
Masz wrażenie, że jesteś skazana na samotność? Wielokrotnie próbowałaś układać sobie życie, ale zawsze kończyło się tak samo? Szczęście w miłości Ciebie nie dotyczy? Cóż.. Czy masz świadomość, że TYLKO od Ciebie zależy, czy je wreszcie odnajdziesz? Wystarczy tylko trochę nad sobą popracować! Szczęście w miłości – dlaczego Cię omija? Uważasz, że musisz mieć figurę modelki, niebywały intelekt, i najlepiej to jeszcze jakieś zdolności nadprzyrodzone, żeby odszukać kogoś, kto będzie w stanie Cię pokochać? Bzdura! Nie bez powodu mówi się, że każda potwora znajdzie swego amatora. Jestem zdania, że szczęście z w miłości może odnaleźć KAŻDY ale dopiero wtedy, kiedy rzeczywiście orzeknie, że tego chce! Czasami, kiedy mam wolny wieczór (co zdarza się niezwykle rzadko) włączam sobie muzykę, biorę do ręki książkę, która dawno już czeka na swoją kolej, nakrywam się ciepłym kocem i popijając gorącą herbatę myślę sobie – kurcze.. jaka ona gorzka. Byłaby o wiele słodsza, gdybym mogła wypić ją nie sama, a z kimś. A później dochodzę do wniosku, że przecież mogłabym, gdybym tylko chciała. Ale skoro tego nie robię, to najwyraźniej nie chcę. Wielokrotnie marudziłam nad swoim losem, że ja taka samotna, że (kurczę blade! ) spotykam samych dupków. Albo na początku jest wielkie gruchanie gołąbków a później bach – cała ta słodko cukierkowo urocza sytuacja znika, niczym rozpryśnięta bańka mydlana. Nie zastanawiałam się dlaczego – bo i po co.. czasu brakowało na takie rozkminy.. z resztą.. czy tylko na rozkminy? Brak czasu to podstawa rozpadu związków AMEN! Na tym etapie nie doszukiwałabym się nawet żadnych innych powodów. No bo jak długo będzie przy Tobie trwał koleś, który dwoi się i troi, żeby tylko się z Tobą spotkać, a Ty wiecznie masz jakieś „ale”.. Bo dzieci, bo dom, bo praca – godziny pracy już dawno za Tobą off course, ale Ty i tak chcesz zrobić więcej/lepiej/na zapas – bo szczeble kariery.. Kto wejdzie po nich za Ciebie? No wiecznie jakieś ALE. Nie widzisz tego? Ja nie widziałam. Szczęście w miłości – a co to w ogóle jest ta miłość? Właściwie mogłabym się upierać, że ona nie istnieje. No wiadomo, że taka rodzicielska, to oczywista oczywistość, ale ta między kobietą a mężczyzną ABSOLUTNIE NIE. Jakiś pociąg seksualny, zauroczenie, zadurzenie, nie wiem no.. cokolwiek. Ale miłość? Phi! A tu taki Tobie powie, że on wierzy, i to od pierwszego wejrzenia. No sorry, ale na mnie takie słowa działają jak płachta na byka. Początki zawsze są fajne. Dopóty, dopóki nie uświadomimy sobie, że ten niby tak bardzo podobny do nas osobnik tak naprawdę różni się od nas diametralnie. I będzie zgrzyt. Oj będzie, i to nie jeden! A jak się dobrze zawiasów nie naoliwi 😉 (ekhm.. bez skojarzeń) to będzie tak zgrzytać, i zgrzytać, aż zardzewieje. No ale dobra.. załóżmy, że jednak – jakimś cudem – ogarnęłaś to szczęście w miłości. Że się trafił jakiś Romeo z różą w zębach, albo Grey na całego. (Cóż no.. każdy ma swoje preferencje, nie?) 😉 Ogarnęłaś.. I co dalej? Szczęście w miłości – jak je zatrzymać? Kompromis. Wiesz co to takiego? Pewno Wiesz, bo jak tu żyć bez kompromisów. Ale wolisz rządzić, ustalać reguły gry. Wprowadzać wiecznie własne zasady nie biorąc pod uwagę jego propozycji. Oj jak ja to znam – DOSKONALE. A bez kompromisów nie da się zbudować absolutnie nic. Niezależnie od tego, czy ma to być przyjaźń, miłość czy diabli wiedzą co jeszcze. I bez rozmowy. Bo to ona do tych kompromisów prowadzi. I do poznawania potrzeb drugiej osoby. Nie mam szczęścia w miłości. I doskonale wiem, że to jedynie moja „zasługa”. Bo zawsze jest coś ważniejszego, i nie ma czasu na miłość. A może ja po prostu jestem samowystarczalna? (sesese 😉 ). Nie ten czas, nie to miejsce (chyba 😉 ) jednak kiedy tak obserwują starania każdego kolejnego amanta i słucham tego co do mnie mówi- zazwyczaj bardzo wprost – wyciągam z takich znajomości WAŻNE nauki. I Wiecie co? Jak przyjdzie w końcu ten odpowiedni moment, to będę wiedziała co zrobić, żeby to swoje szczęście odszukać i zatrzymać przy sobie. Czego życzę i Wam a przy okazji zapytam – jak to jest z tym Waszym szczęściem w miłości? Jest.. czy go nie ma? 😉 Może Ci się spodobać Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204 Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /home/ on line 204
Nie mam szczęścia w miłości, to wina wyglądu? 2011-06-13 16:14:54; Dlaczego nie mam szczęścia w miłości? 2016-02-12 00:26:11; Czy do szczęścia potrzebujesz tylko miłości? 2014-04-18 23:47:39; Dlaczego nie mam szczęścia w miłości? 2013-07-16 08:45:21; Jak mam, i z czego zrobić amulet szczęścia i miłości? 2011-05-10 22:24:55
Ja korzystając z tej sposobności, życzę Ci szczęścia, dużo radości. To, czego pragniesz, by się spełniło, A to, co kochasz, by Twoim było! Kiedy masz urodziny ja to dobrze wiem więc dziś życzenia złożyć Ci chcę. Mnóstwo radości, słodkiej miłości, pełnego szczęścia i wiecznej młodości.
Odpowiedzi Majla. odpowiedział(a) o 08:50 ' Jeśli nadal nie masz połówki - to oznacza, Że Bóg mówi 'A jego zostawię na kogoś wyjątkowego '. Ja też nie mam, luzik ;d blocked odpowiedział(a) o 08:46 ja niestety także nie mam szczęścia w miłości Spokojnie . Gdzieś tam czeka ta jedyna. Ja mam 19 lat i nie mam faceta jeszcze;) Tez nie mam szczęścia w miłości. Chłopaki nie zwracają na mnie nie mam w ogóle..Dam Ci jedna radę, nie zmieniaj się, bądź sobą, bo wcześniej czy później znajdziesz swoją druga połówkę. Ta jedyna,pokocha Cię za to jaki blocked odpowiedział(a) o 08:53 Powinieneś znaleźć dziewczynę na której ci zależy i pokazać jej że jesteś też kimś wyjątkowym. Z czasem przyjaźń przerodzi się w miłość. Nie ma nic od daw032 odpowiedział(a) o 08:57 Ja planuję być z kimś dopiero od 21 lat . No wiesz szkoła itd. I<3koty odpowiedział(a) o 09:10 Może jeszcze nie poznałeś tej dziewczyny, która się w Tobie zakocha i będziecie razem:) Nie byłoby fajne życie z jedną, najukochańszą dziewczyną? blocked odpowiedział(a) o 09:37 pewno gdzieś czeka twoja druga do góry,oczy przed siebie to napewno ją zobaczysz! Karmin! odpowiedział(a) o 12:15 Musisz inaczej z dziewczynami postępować, nie wiem jak ale żeby brały cię na poważnie. Ale to też nie od cb zależy jak będą cię traktować. Może tym dziewczynom nie przychodzi na myśli że moglibyście być parą, bo może one nie chcą.. A chłopak-przyjaciel fajna sprawa ale kończy się tak że albo on albo ona się zakocha ;/ Uważasz, że ktoś się myli? lub